Dziennik Gazeta Prawana logo

Borusewicz: Wszyscy walczyliśmy z komuną. Nie zwracaliśmy uwagi na różnice ideologiczne [#RigamontiRazy2]

28 sierpnia 2020, 08:19
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Bogdan Borusewicz 2 Fot. Maksymilian Rigamonti
<p>Bogdan Borusewicz 2 Fot. Maksymilian Rigamonti</p>/Dziennik Gazeta Prawna
Moje ego nie przerosło rozsądku. Wiedziałem, że tej władzy nie można dociskać do ściany. Gdybym to ja usiadł za stołem, władza musiałaby uznać nie tylko postulaty stoczniowców, ale i KOR - mówi w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" Bogdan Borusewicz, historyk, działacz opozycji demokratycznej, po 1989 r. poseł i senator.

Pan ma dopiero 70 lat.

Dopiero?

Myśli pan o sobie jak o starcu?

Nie, broń Boże.

Lech Wałęsa cały czas się żegna, mówi, że już się ze św. Piotrem wita.

Nie, ja się nie żegnam. Nieprzyjemne jest tylko to, że już nie chodzę na wesela, nie mówiąc o chrzcinach. Znajomych spotykam tylko na pogrzebach. Ostatnio Heniek Wujec odszedł. Poznałem go w 1976 r. W KOR, u Jacka Kuronia. W Warszawie dwa domy były otwarte, do których każdy mógł przyjść, o każdej porze. Jeden to właśnie dom Jacka. Drugi to Heńka i Ludki. I jak myślę o Heńku, to oczywiście myślę też o Ludce. To była jedność.

Jak pan i pana żona Alina Pienkowska.

Hm. Jak Heniek, to i Ludka. Zawsze. Raz spałem w domu Wujców. Po jednej nocy miałem dość, bo bez przerwy drzwi się otwierały i ktoś wchodził. Heniek kładł się o godz. 1, wstawał o godz. 5 rano. O godz. 23 to tam się jeszcze normalne życie toczyło. Często bywała bezpieka. Co najmniej raz na miesiąc Wujcowie mieli rewizję. Tam w normalny dzień było z 20 osób. I z 15 esbeków. Henio miał taką metodę, że jak esbecy coś znaleźli trefnego, to kładli to na środku pokoju. Stosik się robił coraz większy i wtedy Henio podchodził i jak gdyby nigdy nic wyciągał coś z niego i chował w inne miejsce. Pamiętam, miałem raz coś w kieszeni i kombinowałem, gdzie to ukryć. Byłem przekonany, że sterta płaszczy w jednym z pokoi należy do tych, którzy zostaną za chwilę zatrzymani, więc do kieszeni jednego z nich włożyłem to, co miałem trefnego. Po rewizji esbecy się ubierają. I nagle wybuch śmiechu. Jeden wyciąga bibułę z kieszeni płaszcza. Jego koledzy też pękali ze śmiechu.

Wywieźli was na komisariat?

Do aresztu. Wylądowaliśmy na Wilczej albo na Cyryla i Metodego. Warszawskie areszty – w porównaniu z gdańskimi – były fatalne. Śmierdzące, zasikane, koce i cele cuchnące. Jedno wyro. Brudno.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM "DZIENNIKU GAZECIE PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj