Jestem rozczarowany panem Januszem Kurtyką, a to dlatego, że kiedy kilka lat temu zastępował na stanowisku prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Leona Kieresa, . Choć bardzo szanuję prof. Kieresa, to jednak Kurtyka wydawał się być gwarantem bardziej odważnego podejścia do ujawniania informacji zgromadzonych przez PRL-owskie MSW i SB.
Jak przecież pamiętamy - jego poprzednik był w tej kwestii bardziej powściągliwy i ostrożny. Dość szokujący jest sposób, w jaki urzędnik państwowy może traktować stanowisko, które pełni.
Z drugiej strony jestem jednak zdania, że zupełnie niesłusznie obciąża się i atakuje IPN odpowiedzialnością za wydanie pracy Pawła Zyzaka na temat Lecha Wałęsy. Całość tej historii jawi się jak obrazek z przysłowia "chłop zawinił, Cygana powiesili". . Zupełnie kuriozalna jest jego wypowiedź o byłym prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskim. Oświadczanie, że jest on byłym agentem, zapowiadanie ujawnienia dokumentów dowodzących prawdziwości tej tezy, gdy tymczasem ja tych dokumentów w ogóle nie widzę, skłania mnie do oceny, że
Odnoszę natomiast wrażenie, że . Było
przecież widoczne, że oskarżenie Aleksandra Kwaśniewskiego o współpracę z SB pojawniło się dopiero wtedy, gdy Kurtyka był już przekonany, że nie uratuje swojego stanowiska po ukazaniu
się książki Pawła Zyzaka. Jednak, kiedy - chyba trochę dla niego nieoczekiwanie - premier Tusk zadeklarował, że nie będzie przerywał ciągłości personalnej władz IPN, a zapowiedział
jedynie zmiany w strukturze Instytutu, ton Kurtyki złagodniał i prezes zaczął być bardziej ostrożny. Efektem tego jest właśnie jednoznaczna decyzja o zdymisjonowaniu Żaryna. Dlatego