Napieralski posunął się dalej. Jego zdaniem premier chce się podlizać młodzieży. Gdyby tak rzeczywiście było, Tusk byłby ryzykantem do granic politycznego samobójstwa. Jest wiele innych sposobów na pozyskanie najmłodszego pokolenia bez konfliktowania się z Polską starszą, nieufną wobec nowinek. W ciągle dość konserwatywnej Polsce takimi wyznaniami jednych można pozyskać, ale innych bezpowrotnie stracić.

Reklama

Według Gosiewskiego, Tusk wyprzedził temat. Uciekł do przodu, odpalając coś może i trochę niewygodnego, ale co i tak mogło się wydać. Wystarczyłoby, żeby autorzy z "Newsweeka" albo inni tropiciele życiorysów spotkali wiarygodnego towarzysza młodości Tuska i nakłonili do wyznań... Kłopot gotowy.

Możliwe, że tak właśnie było. Tyle że nie widziałbym w tym niczego złego. W sprawie "dziadka z Wehrmachtu" lider PO niepotrzebnie kluczył, unikał jednoznaczności. I w końcu wykreował sytuację, która obróciła się przeciw niemu. Teraz błędu nie powtórzył.

Czy nam się to podoba, czy nie, w dobie kultury masowej i wszędobylskich mediów prywatne życie osób publicznych staje się coraz bardziej odkryte, wręcz obnażone. Dopiero by się naraził Tusk na krytykę, gdyby zwodził dziennikarzy nieprawdziwymi odpowiedziami. Ba, gdyby próbował temat przemilczeć lub zagadać.

Jak należy ocenić to wyznanie? Mnie osobiście bliska jest wyrozumiała postawa sympatycznego posła PiS Tadeusza Cymańskiego. Będąc dziś konserwatywnym katolikiem, mówi o własnej młodości, że była burzliwa. Martwiłbym się, gdyby premier popalał dzisiaj tak zwane dżojnty czy blanty w zakamarkach swojej kancelarii. Ale za młodu?

Inną parlamentarzystkę PiS Beatę Kempę zapewniłbym, że od samego próbowania używek zmiany w mózgu jeszcze się nie robią. Skądinąd wśród młodszych od Tuska polityków tych, co "próbowali", jest z pewnością sporo, także i w partii pani Kempy. A będzie coraz więcej, to wynika z przemian kulturowych, czy nam się one podobają, czy nie.

To powiedziawszy, będę ostatnią osobą, która spróbuje zamykać usta tym, którzy w popalaniu trawki przez Donalda Tuska zobaczą problem. Kuba Wojewódzki ich z pewnością wyśmieje. Ja nie. Przewrotny urok grzechów młodości polega między innymi na tym, że trzeba wziąć za nie kiedyś odpowiedzialność. Ze spróbowania trawki nic nie wynika. Ale coś takiego jak kultura narkotyczna istnieje i marihuana bywa do niej przedsionkiem. Dlatego rozumiem tych, którzy zareagują wobec Tuskowych młodzieńczych eksperymentów nieufnie czy z niesmakiem. Kraj, w którym wszyscy uśmiechaliby się wyrozumiale, a może podsuwali dzieciom te "figle" polityka jako przykład, byłby dla mnie miejscem cokolwiek niepokojącym.