Forsowane przez Erikę Steinbach Centrum Przeciwko Wypędzeniom wywołało ostry sprzeciw Polski. Ale ideę tę poparł rząd Niemiec i nie zamierza się z niej wycofywać - poinformował przedstawiciel urzędu kanclerskiego.

DZIENNIK napisał, że Tusk ma inny pomysł na rozwiązanie problemu. Premier chce, by zamiast placówki upamiętniającej losy przesiedlonych i wypędzonych, zaprojektować muzeum II wojny światowej, które mogłoby powstać w Gdańsku. W projekcie uczestniczyłyby różne kraje, w tym Rosja i Izrael.

Jutro w Berlinie o swojej najnowszej inicjatywie Donald Tusk będzie rozmawiał z kanclerz Angelą Merkel. Ale stoi raczej na straconej pozycji.

Rzecznik niemieckiego rządu przypomniał, że już w 2005 roku w umowie koalicyjnej (CDU/CSU-SPD) uzgodniono powstanie w Berlinie "widocznego znaku" upamiętnienia wysiedleń, i że rząd federalny musi te ustalenia wypełnić.

Niemcy mówią, że jak ktoś chce, to może sobie utworzyć w dowolnym miejscu muzeum upamiętniające wojnę, ale oni ze swego rezygnować nie zamierzają.

Według planów, placówka ma mieć formę fundacji podporządkowanej Niemieckiemu Muzeum Historii w Berlinie, finansowanej z budżetu centralnego. Niezależnie od tego Steinbach promuje własny projekt Centrum Przeciwko Wypędzeniom, również w Berlinie.