Temat wywołał sam Kaczyński, który w wywiadzie dla "Wprost" powiedział: "W swoich kalkulacjach w poprzedniej kadencji Ale nie powiem której".
O tym, że chodzi o Gęsicką, jako pierwszy powiedział Zbigniew Wassermann, jednak i inni politycy PiS potwierdzają, że to właśnie byłą minister rozwoju regionalnego Kaczyński widział jako swoją następczynię. "Była bardzo dobrze ocenianym ministrem, także przez opozycję" - mówi nam poseł PiS.
A inny z doradców prezesa Kaczyńskiego dodaje: "Kiedyś był taki moment, w którym Jarosław rzeczywiście to przez chwilę hipotetycznie rozważał. To było wtedy, gdy chwiała się koalicja z Samoobroną i LPR, nasze sondaże spadały, a Gęsicka wciąż miała świetnie notowania" - mówi nam jeden z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego i dodaje, że wtedy zdecydowano się jednak na wcześniejsze wybory i temat upadł. Nasz rozmówca pytany jednak o to, czy po ewentualnym powrocie PiS do władzy prezes ponownie mógłby wziąć pod uwagę taki wariant i wypromować Gęsicką na szefa rządu, odpowiada krótko:
Sam Kaczyński zapewnia, że będzie chciał ponownie samodzielnie kierować rządem. Ale w dalszej przyszłości nie wyklucza oddania rządu w ręce którejś z partyjnych koleżanek. Czy wtedy Gęsicka mogłaby sięgnąć po fotel premiera? w rozmowie z DZIENNIKIEM Jak dodaje, nie wierzy też w to, że w przeszłości jej nazwisko było brane pod uwagę przy ewentualnej wymianie szefa rządu. "Przecież ja wtedy nawet w PiS nie byłam" - przekonuje. Jej zdaniem jeśli prezes Kaczyński w przyszłości zdecyduje się powierzyć misję tworzenia rządu kobiecie, na pewno nie będzie to ona. "Mamy dużo lepsze kandydatki, jeśli ktoś mówi o mnie, to chyba chce mi zrobić niedźwiedzią przysługę" - niepokoi się posłanka.
Zdaniem politologa dr. Marka Migalskiego w ogóle nie ma mowy o tym, by premierem był ktoś inny niż sam prezes Kaczyński. - podkreśla Migalski. Jego zdaniem słowa Kaczyńskiego to tylko element kampanii ocieplania wizerunku najważniejszego polityka opozycji. "To dopieszczanie <aniołków> i wysuwanie kobiet na pierwszy plan ma zdjąć z prezesa PiS odium osoby rządnej władzy" - przekonuje politolog. Z tą opinią zgadza się jeden z byłych ministrów w rządzie PiS. "To nic więcej tylko zagrywka PR. Kolejny element tej pudrowej kampanii" - mówi.