"To szykana wobec mnie za to, że zerwałem z tym rządem" - oburza się w rozmowie z tygodnikiem "Wprost".
Zaczęło się od tego, że rząd zaprosił szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego na posiedzenie dotyczące przedłużenia obecności naszych żołnierzy na Wzgórzach Golan. Odbywało się trzy tygodnie temu. . Poprosił więc swego zastępcę o udział w tym spotkaniu.
"Moja obecność została zgłoszona Kancelarii Premiera zgodnie ze wszystkimi procedurami" - opowiada wiceszef BBN. "Przyszedłem na wyznaczoną godzinę, poproszono mnie o poczekanie przed salą, aż przyjdzie kolej na punkt dotyczący kontyngentu" - mówi "Wprost" Waszczykowski. Wtedy, jak wynika z jego relacji, zaczęły się problemy. .
"Po 20 minutach wyszedł do mnie pan Maciej Berek i zakomunikował, że nie mogę wziąć udziału w obradach" - opowiada Waszczykowski. Twierdzi też, że . Witold Waszczykowski był bowiem wiceszefem MSZ i głównym negocjatorem w sprawie tarczy antyrakietowej w Polsce. Prowadził rozmowy na najwyższym szczeblu z Amerykanami. Jednak gdy zaczął krytykować rząd, w sierpniu 2008 roku szybko pożegnał się ze stanowiskiem. Jeszcze w tym samym miesiącu prezydent powołał go na zastępcę szefa BBN.
Rzecznik rządu Paweł Graś twierdzi, że nic nie wie o incydencie sprzed posiedzienia rządu. Jak jednak ustalił tygodnik "Wprost", między BBN a Kancelarią Premiera od tego czasu .