Dziennik Gazeta Prawana logo

Żołnierze nie widzą, skąd przychodzi wróg

12 sierpnia 2009, 21:07
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Opanowanie całego kraju nie wchodzi już w grę. Nawet przy zwiększonej liczbie wojsk możliwe będzie jedynie zabezpieczenie najważniejszych miast" - mówi DZIENNIKOWI Judith Kipper, dyrektor ds. Bliskiego Wschodu w Institute of World Affairs w Waszyngtonie.

Armia konwencjonalna jest zupełnie niedostosowana do wojny partyzanckiej, jaką prowadzą talibowie. Nasi żołnierze nie widzą, skąd przychodzi wróg, gdzie ucieka, gdzie się chowa. Gdy przed wyborami talibowie wzmogli działania zaczepne, bardzo trudno jest się temu przeciwstawić.


Po zamachach 11 września Amerykanie wysłali do Afganistanu jednostki sił specjalnych, które szybko rozprawiły się z talibami. Ale od 2003 r. całość tych sił przeniesiono do Iraku. Zostały wojska konwencjonalne. Talibowie z tego skorzystali, odbudowując swoje siły, zdobywając broń, opanowując część utraconych terenów.


Nie da się już nadrobić straconego czasu. Przyznał to sam głównodowodzący amerykańskimi siłami w Afganistanie gen. Stanley McChrystal. Opanowanie całego kraju nie wchodzi już w grę. Nawet przy zwiększonej liczbie wojsk możliwe będzie jedynie zabezpieczenie najważniejszych miast. Nowa strategia będzie polegała na zlikwidowaniu najgroźniejszych dowódców sił talibów oraz przywódców gangów narkotykowych. Ale tak czy owak nie się już rozwiązać problemu Afganistanu samymi metodami wojskowymi.


Kiedyś z pewnością tak. Ale to zajmie lata. Na razie miałoby to katastrofalne skutki. Al-Kaida znów by się umocniła, Pakistan pogrążył w chaosie.


Pozostają negocjacje z wrogiem. Do osiągnięcia są dwa cele: zlikwidowanie produkcji narkotyków oraz wyrzucenie, a przynajmniej ograniczenie roli Al-Kaidy w Afganistanie. Ale w obu przypadkach nie będzie to łatwe zadanie. W tym niezwykle biednym kraju młodzi ludzie zwykle nie mają żadnego innego sposobu na życie, jak walczyć. A produkcja narkotyków jest podstawą utrzymania większości chłopów.


Sytuacja jest rzeczywiście podobna, choć NATO przyjęło w Afganistanie zupełnie inną taktykę. Wojska sojusznicze nie są brutalne wobec miejscowej ludności, jak to było z Rosjanami. Kraje NATO, a szczególnie Stany Zjednoczone, wydały też grube miliardy na budowę dróg, szpitali, szkół. Ale mimo to stopniowe opanowanie kraju przez talibów jest całkiem realne. Przecież są oni częścią afgańskiego społeczeństwa. Nie tak dawno kontrolowali cały kraj, a dziś są silniejsi niż kiedykolwiek.

*Judith Kipper, dyrektor ds. Bliskiego Wschodu w Institute of World Affairs w Waszyngtonie, konsultantka ABC News

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj