Minister zdrowia już wiele razy zapewniał, że w razie wypadku będziemy dzwonić pod jeden numer do centrum ratownictwa medycznego. Do tej pory wykręcenie numeru alarmowego 112 skutkowało tym, że łączyliśmy się z najbliższą komendą policji. A jeśli tam był zajęty numer, centrala przerzucała nas do kolejnej. I, zamiast czekać na pomoc, czekaliśmy na połączenie.

Tak było na przykład, gdy w Katowicach w styczniu runęła hala targowa. Uwięzieni pod gruzami ludzie dzwonili ze swoich komórek po pomoc. I zamiast do Katowic, dodzwaniali się do... Wrocławia.

Teraz ma się to zmienić. Jeden numer, jedno centrum, natychmiastowa pomoc. Do tego obowiązkowe lekcje w szkołach z ratowania życia. To ważne, bo jak pokazały badania, boimy się reanimować rannych w wypadkach. Dlatego rząd bierze się za edukowanie najmłodszych Polaków.

Minister zdrowia i premier znaleźli już pieniądze na ten cel. Wyspecjalizowani ratownicy ruszą na ratunek od 1 stycznia 2007 roku.