Nazwisko autora projektu zmian w prawie zdradził minister Przemysław Gosiewski. Poza tymi dwoma politykami, o sprawie oficjalnie nie wiedział żaden z czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Zaskoczony był Artur Zawisza zajmujący się w partii gospodarką. "Nic nie wiem o nowelizacji" - mówił zdziwiony. Autor kontrowersyjnych pomysłów do wczoraj zaprzeczał wszystkiemu. Wreszcie się przyznał. W liście do DZIENNIKA Jurgiel tłumaczy, że chodziło mu jedynie o "uzdrowienie polskiego rynku hazardu".
Jako metodę leczenia były minister rolnictwa wybrał legalizację hazardu w polskim internecie oraz nadanie Totalizatorowi Sportowemu prawa do budowania kasyn. Zważywszy że z TS pieniądze idą do budżetu, pomysł był formą wzmocnienia finansów państwa. Kasyno w centrum Warszawy może zarobić miesięcznie nawet 3-4 miliony zł. A jeżeli państwo zbudowałoby kasyno w każdym większym mieście, to pieniądze popłynęłyby szeroką rzeką.
Jeszcze w marcu tego roku wiceminister finansów Marian Banaszak zapewniał, że nikt nie dotyka ustawy o grach losowych. Dziś Krzysztof Jurgiel tłumaczy, że jego zajęcie nie wynikało z nacisków lobbystów. Nie dziwi tajny charakter projektu zmian i chęć wprowadzania go tylnymi drzwiami. W styczniu 2004 roku partia Jarosława Kaczyńskiego przygotowywała bowiem nowelizację ustawy o grach losowych, sprowadzającą się do ograniczania hazardu. Podpisali ją m.in.: Ludwik Dorn, Wojciech Jasiński, Zbigniew Wassermann, Przemysław Gosiewski i Elżbieta Kruk. Wtedy u władzy był jednak SLD, który sam walczył o poprawę bytowania salonów gier. Ojcem chrzestnym tych zmian był Jerzy Jaskiernia - sekretarz klubu SLD i przyjaciel Macieja Skórki, właściciela tysięcy automatów do gier. PiS nie chce kojarzyć się z podobnym skandalem. Minister Gosiewski ucina teraz krótko: "Sprawa jest zamknięta".