Biuro korzysta z najnowocześniejszych zagranicznych technik sondażowych. PiS czerpało m.in. z doświadczeń amerykańskich, gdzie w jednym badaniu codziennie przepytuje się o sympatie polityczne kilkaset osób. "W USA żadna licząca się kampania nie rusza bez tego typu sondaży, tam wydaje się na badania 10 proc. budżetu kampanii. Ale u nas nie ma takich tradycji" - mówi DZIENNIKOWI poseł Adam Bielan, uważany za współtwórcę wyborczego sukcesu PiS.
Prawu i Sprawiedliwości zazdroszczą politycy innych partii. Waldy Dzikowski z PO przyznaje, że sondaże PiS są naprawdę precyzyjne. I ubolewa, że Platforma musi je zamawiać u firm zewnętrznych. "Co pewien czas zamawiamy badania i będziemy to też robić w kampanii samorządowej. Ale jak będą pieniądze, bo to kosztuje" - narzeka Dzikowski w DZIENNIKU.
Posłowie PiS niechętnie jednak mówią o instytucji ani o tym, czym tak naprawdę się zajmuje. "Ośrodek to zbyt wiele powiedziane, to raczej wydział czy centrum analityczne, zaledwie kilka osób" - bagatelizuje Bielan. I zapewnia, że partia nie wydaje na analityków zbyt wiele pieniędzy. "Współpracujący z nami socjologowie analizują badania dostępne na rynku, a od czasu do czasu sami dzwonimy, robiąc sondaż. To nie kosztuje dużo" - twierdzi poseł. I dodaje, że być może w przyszłym roku partia zastanowi się nad stworzeniem centrum analitycznego z prawdziwego zdarzenia.