"Miodowicz popełnił przestępstwo" - twierdzi minister koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann. Złożył w warszawskiej prokuraturze wniosek o ściganie byłego szefa kontrwywiadu Urzędu Ochrony Państwa.

Co więcej, Wassermann twierdzi, że Jan Rokita wiedział o inwigilacji prawicy i nic nie zrobił, by chronić opozycję przed agentami. Rokita na początku lat 90. szefował kancelarii premier Hanny Suchockiej. "Był szczegółowo informowany" - twardo obstaje przy swoim minister.

DZIENNIK dotarł do dokumentów, z których wynika, że za inwigilacją polityków prawicowej opozycji stali ludzie Miodowicza. Posła PO obciążają zeznania jego współpracownika, Wiktora Fonfary, ówczesnego szefa zarządu śledczego UOP. Kierownictwo kontrwywiadu domagało się założenia podsłuchów politykom Porozumienia Centrum - zeznał Fonfara w prokuraturze.

Miodowicz idzie w zaparte, ale twierdzi za to, że prawicową opozycję trzeba było podsłuchiwać. "Geneza Porozumienia Centrum jest niezwykle mroczna. Działacze tej partii mieli związki z funkcjonariuszami służb tajnych z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego" - mówi.

Jeśli ruszy śledztwo, Miodowicz będzie musiał to powtórzyć przed prokuratorem. I wyjaśnić, czy zlecił rozpracowywanie partii braci Kaczyńskich.