"Na pewno życzyłbym sobie, by nie było taśm nagranych dzięki pani Beger w roli głównej. Wolałbym, żebyśmy nie dali się wciągnąć w tę prowokację" - odpowiada premier Jarosław Kaczyński "Faktowi" na pytanie czego się wstydzi ze swoich 100 dni pełnienia urzędu.
Dziś mija sto dni Pana gabinetu, bardzo burzliwych dni. Ile z nich rząd faktycznie pracował?
Burza polityczna trwała kilkanaście dni, więc osiemdziesiąt kilka rząd pracował normalnie. Gabinet funkcjonował bez zakłóceń, uchwalano kolejne projekty ustaw i sprawozdań. Normalnie działała dyplomacja, odbywały się podróże międzynarodowe. Ten czas nie był stracony.
Czy jednak eskalacja konfliktu pomiędzy PiS a PO nie zepchnęła działań rządu na margines? Nawet premier Gilowska narzekała, że podczas debaty nad budżetem sala sejmowa świeciła pustką...
A kiedy nią nie świeciła podczas budżetu? Na całym świecie podczas codziennej pracy parlamenty są puste. To prawda, że emocje polityczne trochę przysłaniają prace rządu. Konflikt, z którym mamy do czynienia jest jednak bardzo specyficzny. Jedna strona niezwykle ostro atakuje i wszyscy traktują to jako normę. Gdy o mnie opowiada się niestworzone rzeczy, to nikt nie reaguje. Gdy ja coś powiem wybucha awantura.
Ma Pan na myśli na przykład wystąpienie w Stoczni Gdańskiej?
Na przykład. Ja powiedziałem, że ci co nas opluwają stoją w tym miejscu, co ZOMO, a nie, że są ZOMO. Kiedyś ZOMO broniło komunizmu, a oni dziś bronią postkomunizmu. Już po dwóch dniach przeczytałem listy podpisane przez ludzi (niektórych z nich znam od 30 lat), o których z całą pewnością nie chodziło. Im podsunięto te listy do podpisu wmawiając, że nazwałem ich ZOMO. Wystarczy, że ja powiem jedno słowo i wokół tego nasi przeciwnicy zaraz rozpętują burzę.
Czyli Pan nie czuje się winny zaostrzenia konfliktu?
W żadnym wypadku. PO jeszcze przed wyborami przyjęła bardzo ostrą retorykę i tylko ją zaostrzała.
A szafa Lesiaka nie jest orężem walki w ręku PiS?
Proszę mi pokazać chociaż cień dowodu, że miałem wpływ na to, że akurat teraz będzie proces Lesiaka. Od chwili gdy wystąpiłem przeciwko umorzeniu śledztwa wraz z innymi, nie miałem z tą sprawą nic wspólnego. A mój brat, gdy był ministrem sprawiedliwości nigdy nie zamienił słowa z paniami prokurator, które prowadziły sprawę.
Ale czy nie warto, żeby opinia publiczna wiedziała także, choćby o osiągnięciach ministra Dorna, czy planach ministra Ziobro? Tymczasem wszystko zasłonił konflikt z PO i szafa Lesiaka.
Szafa Lesiaka w każdym demokratycznym kraju byłaby tematem przez wiele tygodni. To było skandaliczne pogwałcenie zasad demokracji. Politycy odpowiedzialni za tę sprawę nie ponieśli żadnych konsekwencji, a jeszcze mają czelność pouczać innych o demokracji. Sugerują, że ci, którzy byli ofiarami inwigilacji będą dokonywać aresztowań o 5 rano. To trzeba wyjaśnić. Fakt, że nie mówi się o sukcesach rządu to efekt nastawienia części mediów. Choć nie wykluczam, że ja też popełniam gdzieś błąd. Staram się jednak przedstawiać osiągnięcia rządu. Mimo to często czytam, że nie mam koncepcji rządzenia, a rząd nic nie robi.
A co zrobił przez ostatnie sto dni?
Przygotowaliśmy budżet. Nie naruszyliśmy kotwicy budżetowej, choć było to trudne zadanie. To sukces, bo naciski zewnętrzne i wewnętrzne były silne. Udało nam się zapewnić pieniądze na wykorzystanie środków z UE. Zwiększyliśmy wydatki społeczne. Powróciliśmy do funduszu alimentacyjnego. Stworzyliśmy normalne ratownictwo medyczne. Zaawansowana jest restrukturyzacja przemysłu energetycznego, który uratowaliśmy przed chaotyczną prywatyzacją. Trwają prace nad dywersyfikacją dostaw gazu. Przygotowaliśmy pierwszy etap reformy finansów publicznych. Podejmujemy ogromny wysiłek, który ma umożliwić wchłonięcie środków europejskich. Do tej pory Polska nie była w stanie rozliczyć i wydać wszystkich pieniędzy.
Jest Pan zadowolony z kierunku w jakim idzie polska szkoła?
Nie twierdzę, że jestem entuzjastą wszystkich propozycji ministra Giertycha, ale polska szkoła zmienia się dziś zdecydowanie na lepsze. W ostatnich latach mieliśmy do czynienia z sodomą i gomorą, uczniowie bili nauczycieli, panował terror silniejszych nad słabszymi, a często zdolniejszymi. My podjęliśmy z tym walkę. Nauczyciele mają otrzymać status funkcjonariuszy publicznych. W szkole pojawią się elementy dobrego rygoru. W końcu będą też uczyły patriotyzmu, choć jest to dziś wyśmiewane. Przygotowana jest wielka reforma szkolnictwa wyższego. Będą to daleko idące zmiany. O 10 proc. zwiększono wydatki na naukę. No i w końcu zwiększyliśmy płace nauczycieli. Zapewne nie w takim stopniu jak oczekiwano, ale jednak.
PSL odebrał Pana wypowiedź dla pisma "European Voice" o potrzebie zwiększenia wydatków na europejskie zbrojenia jako opowiadanie się za zmniejszeniem europejskich dotacji dla rolnictwa. Chce Pan faktycznie, by zostały one zredukowane?
To oczywiste wypaczenie moich słów. Jeżeli Europa ma się liczyć we współczesnym świecie, to musi dysponować realnymi siłami zbrojnymi. O tym właśnie mówiłem. Ale oczywiście nie chcę, żeby to działo się kosztem dotacji dla rolników. Ten zastrzyk gotówki powoduje, że nasza wieś idzie dziś do przodu.
100 dni temu zapowiadał Pan w rozmowie z nami aktywną politykę zagraniczną...
I taką ona jest. Podejmujemy szereg działań w polityce zagranicznej. Zwróciliśmy się bardziej niż dotąd w kierunku Azji. W przyszłym roku do Polski przyjedzie m.in. premier Chin. Ja odwiedzę "tygrysy azjatyckie". Prawdopodobnie pojadę także do Indii. Przełamaliśmy lody z UE. Byty wizyty w USA, Rzymie, Helsinkach. 30 października jadę do Berlina. Odbyłem w sumie z ministrami spraw zagranicznych, premierami i prezydentami przeszło 40 rozmów.
Jakie są plany rządu na kolejne sto dni?
Przygotować się do Agendy 2007. Sprawnie wchłaniać unijne pieniądze, przygotować 300 projektów ustaw zmieniających wiele dziedzin polskiego życia publicznego, przeprowadzić drugi etap reformy finasów publicznych. Idziemy dobrą drogą. Jeśli z niej nie zejdziemy, będzie dobrze. Koniunktura gospodarcza będzie podtrzymywana. Bezrobocie będzie spadać i zacznie być mniejszą dolegliwością.
I sądzi Pan, że uda się zrealizować te ambitne plany z Andrzejem Lepperem w rządzie?
Przez pierwsze miesiące koalicji z Samoobroną wiele spraw dało się załatwić. Załącznik do umowy koalicyjnej z wykazem 300 ustaw (lub tylko zmian w ustawach) został zaakceptowany. Mamy nadzieję, że będą one wcielane w życie. To daje nadzieję na dobre lata dla Polski. Jeśli nadal będziemy rządzić coraz więcej patologicznych relacji zostanie rozbitych. Maszyna sprawiedliwości miele powoli, ale bez ustanku. Liczę, że rząd dotrwa do końca kadencji, chociaż byłbym nierozsądny, gdybym powiedział, że na pewno tak się stanie.
Premier Lepper się zmienił?
Premier Lepper podjął pewną próbę i okazało się, że wariant koalicyjny, na który zdecydował się wcześniej, także z jego punktu widzenia jest najlepszy. Wybraliśmy, podobnie jak wybiera się w życiu, wariant nie najlepszy, ale najlepszy z możliwych.
Mówił Pan o tym co się udało w ciągu stu dni. A czego Pan się wstydzi?
Na pewno życzyłbym sobie, by nie było taśm nagranych dzięki pani Beger w roli głównej. Wolałbym, żebyśmy się nie dali wciągnąć w tę prowokację. To jest tak samo moja wina, nie mogę tu zwalać odpowiedzialności na Adama Lipińskiego, jednego z najuczciwszych i najzacniejszych ludzi jakich znam.
Po tej aferze powiedział Pan, że więcej nie będzie rozmawiać z ludźmi o marnej reputacji. A Andrzej Lepper wrócił do rządu...
Andrzej Lepper jest szefem partii. W tym kontekście chciałbym przypomnieć inne moje słowa z tego samego okresu: od naszej decyzji zależy, czy utrzymamy władzę. Przypomnę też, że minister Kalata nigdy nie była z rządu odwołana, ani minister Jaszczak. Od rozstania się z Andrzejem Lepperem miałem świadomość, że może dojść do powrotu do koalicji. Wróciliśmy do tego, co jest najbardziej racjonalne. Wybory przeprowadzone teraz przyniosłyby, za sprawą taśm, koalicję PO-SLD. To byłoby dla Polski prawdziwe nieszczęście. Ludzie w stanie takiej agresji politycznej nie powinni rządzić w żadnym kraju na świecie. Gdyby do tego dołączył się SLD przerażony i rozwścieczony pracami wymiaru sprawiedliwości, byłoby to fatalne dla Polski.
Może Pan powiedzieć, co konkretnie zmieniłoby się na gorsze?
Ostatnio obserwowaliśmy ciekawą sytuację. Rząd się zachwiał i natychmiast zatrzymano część postępowań prokuratorskich. Mechanizm się zatrzymał.
Ale po przełamaniu kryzysu ruszył on z powrotem. Wiele rozwiązań jeszcze nie zostało wcielonych w życie. Ale już dziś z wielu spółek skarbu państwa usunęliśmy nominatów partyjnych, zastępując ich ludźmi o kwalifikacjach innych niż partyjne. W wymiarze sprawiedliwości jesteśmy w trakcie zmian, przywróciliśmy sądy państwu. Naprawa państwa, którą umownie określiśmy, jako budowę IV RP, jest faktem. Ale ona wymaga czasu. Nowe wybory zniweczyłyby ten plan.
Rozmawiali: Dorota Łosiewicz i Wiktor Świetlik.
Burza polityczna trwała kilkanaście dni, więc osiemdziesiąt kilka rząd pracował normalnie. Gabinet funkcjonował bez zakłóceń, uchwalano kolejne projekty ustaw i sprawozdań. Normalnie działała dyplomacja, odbywały się podróże międzynarodowe. Ten czas nie był stracony.
Czy jednak eskalacja konfliktu pomiędzy PiS a PO nie zepchnęła działań rządu na margines? Nawet premier Gilowska narzekała, że podczas debaty nad budżetem sala sejmowa świeciła pustką...
A kiedy nią nie świeciła podczas budżetu? Na całym świecie podczas codziennej pracy parlamenty są puste. To prawda, że emocje polityczne trochę przysłaniają prace rządu. Konflikt, z którym mamy do czynienia jest jednak bardzo specyficzny. Jedna strona niezwykle ostro atakuje i wszyscy traktują to jako normę. Gdy o mnie opowiada się niestworzone rzeczy, to nikt nie reaguje. Gdy ja coś powiem wybucha awantura.
Ma Pan na myśli na przykład wystąpienie w Stoczni Gdańskiej?
Na przykład. Ja powiedziałem, że ci co nas opluwają stoją w tym miejscu, co ZOMO, a nie, że są ZOMO. Kiedyś ZOMO broniło komunizmu, a oni dziś bronią postkomunizmu. Już po dwóch dniach przeczytałem listy podpisane przez ludzi (niektórych z nich znam od 30 lat), o których z całą pewnością nie chodziło. Im podsunięto te listy do podpisu wmawiając, że nazwałem ich ZOMO. Wystarczy, że ja powiem jedno słowo i wokół tego nasi przeciwnicy zaraz rozpętują burzę.
Czyli Pan nie czuje się winny zaostrzenia konfliktu?
W żadnym wypadku. PO jeszcze przed wyborami przyjęła bardzo ostrą retorykę i tylko ją zaostrzała.
A szafa Lesiaka nie jest orężem walki w ręku PiS?
Proszę mi pokazać chociaż cień dowodu, że miałem wpływ na to, że akurat teraz będzie proces Lesiaka. Od chwili gdy wystąpiłem przeciwko umorzeniu śledztwa wraz z innymi, nie miałem z tą sprawą nic wspólnego. A mój brat, gdy był ministrem sprawiedliwości nigdy nie zamienił słowa z paniami prokurator, które prowadziły sprawę.
Ale czy nie warto, żeby opinia publiczna wiedziała także, choćby o osiągnięciach ministra Dorna, czy planach ministra Ziobro? Tymczasem wszystko zasłonił konflikt z PO i szafa Lesiaka.
Szafa Lesiaka w każdym demokratycznym kraju byłaby tematem przez wiele tygodni. To było skandaliczne pogwałcenie zasad demokracji. Politycy odpowiedzialni za tę sprawę nie ponieśli żadnych konsekwencji, a jeszcze mają czelność pouczać innych o demokracji. Sugerują, że ci, którzy byli ofiarami inwigilacji będą dokonywać aresztowań o 5 rano. To trzeba wyjaśnić. Fakt, że nie mówi się o sukcesach rządu to efekt nastawienia części mediów. Choć nie wykluczam, że ja też popełniam gdzieś błąd. Staram się jednak przedstawiać osiągnięcia rządu. Mimo to często czytam, że nie mam koncepcji rządzenia, a rząd nic nie robi.
A co zrobił przez ostatnie sto dni?
Przygotowaliśmy budżet. Nie naruszyliśmy kotwicy budżetowej, choć było to trudne zadanie. To sukces, bo naciski zewnętrzne i wewnętrzne były silne. Udało nam się zapewnić pieniądze na wykorzystanie środków z UE. Zwiększyliśmy wydatki społeczne. Powróciliśmy do funduszu alimentacyjnego. Stworzyliśmy normalne ratownictwo medyczne. Zaawansowana jest restrukturyzacja przemysłu energetycznego, który uratowaliśmy przed chaotyczną prywatyzacją. Trwają prace nad dywersyfikacją dostaw gazu. Przygotowaliśmy pierwszy etap reformy finansów publicznych. Podejmujemy ogromny wysiłek, który ma umożliwić wchłonięcie środków europejskich. Do tej pory Polska nie była w stanie rozliczyć i wydać wszystkich pieniędzy.
Jest Pan zadowolony z kierunku w jakim idzie polska szkoła?
Nie twierdzę, że jestem entuzjastą wszystkich propozycji ministra Giertycha, ale polska szkoła zmienia się dziś zdecydowanie na lepsze. W ostatnich latach mieliśmy do czynienia z sodomą i gomorą, uczniowie bili nauczycieli, panował terror silniejszych nad słabszymi, a często zdolniejszymi. My podjęliśmy z tym walkę. Nauczyciele mają otrzymać status funkcjonariuszy publicznych. W szkole pojawią się elementy dobrego rygoru. W końcu będą też uczyły patriotyzmu, choć jest to dziś wyśmiewane. Przygotowana jest wielka reforma szkolnictwa wyższego. Będą to daleko idące zmiany. O 10 proc. zwiększono wydatki na naukę. No i w końcu zwiększyliśmy płace nauczycieli. Zapewne nie w takim stopniu jak oczekiwano, ale jednak.
PSL odebrał Pana wypowiedź dla pisma "European Voice" o potrzebie zwiększenia wydatków na europejskie zbrojenia jako opowiadanie się za zmniejszeniem europejskich dotacji dla rolnictwa. Chce Pan faktycznie, by zostały one zredukowane?
To oczywiste wypaczenie moich słów. Jeżeli Europa ma się liczyć we współczesnym świecie, to musi dysponować realnymi siłami zbrojnymi. O tym właśnie mówiłem. Ale oczywiście nie chcę, żeby to działo się kosztem dotacji dla rolników. Ten zastrzyk gotówki powoduje, że nasza wieś idzie dziś do przodu.
100 dni temu zapowiadał Pan w rozmowie z nami aktywną politykę zagraniczną...
I taką ona jest. Podejmujemy szereg działań w polityce zagranicznej. Zwróciliśmy się bardziej niż dotąd w kierunku Azji. W przyszłym roku do Polski przyjedzie m.in. premier Chin. Ja odwiedzę "tygrysy azjatyckie". Prawdopodobnie pojadę także do Indii. Przełamaliśmy lody z UE. Byty wizyty w USA, Rzymie, Helsinkach. 30 października jadę do Berlina. Odbyłem w sumie z ministrami spraw zagranicznych, premierami i prezydentami przeszło 40 rozmów.
Jakie są plany rządu na kolejne sto dni?
Przygotować się do Agendy 2007. Sprawnie wchłaniać unijne pieniądze, przygotować 300 projektów ustaw zmieniających wiele dziedzin polskiego życia publicznego, przeprowadzić drugi etap reformy finasów publicznych. Idziemy dobrą drogą. Jeśli z niej nie zejdziemy, będzie dobrze. Koniunktura gospodarcza będzie podtrzymywana. Bezrobocie będzie spadać i zacznie być mniejszą dolegliwością.
I sądzi Pan, że uda się zrealizować te ambitne plany z Andrzejem Lepperem w rządzie?
Przez pierwsze miesiące koalicji z Samoobroną wiele spraw dało się załatwić. Załącznik do umowy koalicyjnej z wykazem 300 ustaw (lub tylko zmian w ustawach) został zaakceptowany. Mamy nadzieję, że będą one wcielane w życie. To daje nadzieję na dobre lata dla Polski. Jeśli nadal będziemy rządzić coraz więcej patologicznych relacji zostanie rozbitych. Maszyna sprawiedliwości miele powoli, ale bez ustanku. Liczę, że rząd dotrwa do końca kadencji, chociaż byłbym nierozsądny, gdybym powiedział, że na pewno tak się stanie.
Premier Lepper się zmienił?
Premier Lepper podjął pewną próbę i okazało się, że wariant koalicyjny, na który zdecydował się wcześniej, także z jego punktu widzenia jest najlepszy. Wybraliśmy, podobnie jak wybiera się w życiu, wariant nie najlepszy, ale najlepszy z możliwych.
Mówił Pan o tym co się udało w ciągu stu dni. A czego Pan się wstydzi?
Na pewno życzyłbym sobie, by nie było taśm nagranych dzięki pani Beger w roli głównej. Wolałbym, żebyśmy się nie dali wciągnąć w tę prowokację. To jest tak samo moja wina, nie mogę tu zwalać odpowiedzialności na Adama Lipińskiego, jednego z najuczciwszych i najzacniejszych ludzi jakich znam.
Po tej aferze powiedział Pan, że więcej nie będzie rozmawiać z ludźmi o marnej reputacji. A Andrzej Lepper wrócił do rządu...
Andrzej Lepper jest szefem partii. W tym kontekście chciałbym przypomnieć inne moje słowa z tego samego okresu: od naszej decyzji zależy, czy utrzymamy władzę. Przypomnę też, że minister Kalata nigdy nie była z rządu odwołana, ani minister Jaszczak. Od rozstania się z Andrzejem Lepperem miałem świadomość, że może dojść do powrotu do koalicji. Wróciliśmy do tego, co jest najbardziej racjonalne. Wybory przeprowadzone teraz przyniosłyby, za sprawą taśm, koalicję PO-SLD. To byłoby dla Polski prawdziwe nieszczęście. Ludzie w stanie takiej agresji politycznej nie powinni rządzić w żadnym kraju na świecie. Gdyby do tego dołączył się SLD przerażony i rozwścieczony pracami wymiaru sprawiedliwości, byłoby to fatalne dla Polski.
Może Pan powiedzieć, co konkretnie zmieniłoby się na gorsze?
Ostatnio obserwowaliśmy ciekawą sytuację. Rząd się zachwiał i natychmiast zatrzymano część postępowań prokuratorskich. Mechanizm się zatrzymał.
Ale po przełamaniu kryzysu ruszył on z powrotem. Wiele rozwiązań jeszcze nie zostało wcielonych w życie. Ale już dziś z wielu spółek skarbu państwa usunęliśmy nominatów partyjnych, zastępując ich ludźmi o kwalifikacjach innych niż partyjne. W wymiarze sprawiedliwości jesteśmy w trakcie zmian, przywróciliśmy sądy państwu. Naprawa państwa, którą umownie określiśmy, jako budowę IV RP, jest faktem. Ale ona wymaga czasu. Nowe wybory zniweczyłyby ten plan.
Rozmawiali: Dorota Łosiewicz i Wiktor Świetlik.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|