Uznała, że dalsze nagłaśnianie sprawy swej lustracji może jej tylko zaszkodzić. Wicepremier Zyta Gilowska nie odwołała się od wyroku sądu lustracyjnego, choć jeszcze niedawno była nim oburzona.
Bez odwołania Gilowskiej wyrok się uprawomocni. We wrześniu sąd stwierdził, że wicepremier nie była agentem SB. Skąd więc niedawne oburzenie Gilowskiej? Stąd, że uzasadnienie sędzi było - delikatnie mówiąc - dwuznaczne.
Można je było odebrać tak, że coś tam jednak na rzeczy było, Gilowska współpracowała, ale nie udało się na to znaleźć dowodów. "Przecież to jest po prostu hańba. Ona mnie zbryzgała błotem, z błotem mnie zmieszała ta kobieta!" - denerwowała się wicepremier w sądzie.
Teraz jednak widocznie uznała, że nie ma sensu rozgrzebywać tej sprawy i znów stawać przed sądem. W czwartek o północy mijał termin, w którym Gilowska mogła odwołać się od wyroku. Nie zrobiła tego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|