Iwona Dudzik: Powołany dziś nowy Główny Inspektor Farmaceutyczny, pani Zofia Ulz twierdzi, że prawo jest dobre i nie trzeba go zmieniać. Jej zdaniem opinia publiczna nie musi poznać
wyników kontroli w Jelfie.
Zbigniew Religa*: To wynika z prawa Unii Europejskiej. My musimy się do tych przepisów dostosować.
A może afera z corhydronem pokazała, że warto do tej sprawy jeszcze raz wrócić na forum europejskim?
W moim przekonaniu prawo jest niedoskonałe i trzeba je zmienić tak, by firmom nie zostawiać pełnej swobody i w wiekszym stopniu chronić pacjentów przed dostaniem się na rynek niewłaściwego
leku. Jak? Po ośmiu dniach od afery jeszcze nie mogę podać konkretnych zapisów.
Gdyby nie dziennikarz „Dziennika”, ta sprawa mogłaby nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Zgadzam się. Firma udawała, że nic się nie dzieje. Milczeli
też urzędnicy, którzy sekundę po otrzymaniu takiej informacji powinni zrobić raban. Nie ulega wątpliwości, że zapis o informowaniu o takich zdarzeniach ministra i ludności musi być.
A jednak powtórzę pytanie. Czy Pan zgadza się z panią Ulz, że nie należy informować ludzi o tym, dlaczego lek wycofano i jakie są wyniki kontroli w zakładzie, który dopuścił się
błędu?
Uważam, że te informacje powinny być podawane do publicznej wiadomości. Jeśli popełniono błąd, należy go ujawnić. Na razie nie mogliśmy tego zrobić, bo takie jest prawo. Moją intencją
jest, żeby to zmienić.
Prokuratura bada zgłoszone po ujawnieniu afery z corhydronem informacje o ofiarach śmiertelnych.
Takich przypadków zgłoszono 29, ale w zdecydowanej większości nie może być związku między podaniem corhydronu i śmiercią.
Kilka zgonów budzi jednak poważne podejrzenia. Czy czuje się Pan za to odpowiedzialny?
Za to, że Jelfa wyprodukowała zły lek?
Za to, że mogli ucierpieć ludzie.
Ale kto tu popełnił błąd - urzędnicy, czy jednak Jelfa? Mówimy przecież o błędach w produkcji leku! Czy główny inspektor farmaceutyczny ma siedzieć i patrzeć, czy pracownik nie
przeniósł jednej ampułki? To jest niewykonalne! Inspektor przyjeżdża i mówi, że jest źle i zatrzymuje produkcję. Odpowiedzialność nie może spadać na przedstawicieli państwa.
Odpowiedzialność, w tym karna, musi spoczywać na tych ludziach, którzy przyczynili się do błędu.
Ale ta sprawa pokazała, że urzędnicy też działali źle. Urząd Rejestracji Leków i konsultant krajowy prowadzili w tej sprawie korespondencję, a pan minister o niczym nie wiedział. Te
osoby też zawiodły?
Gdyby wszyscy ludzie byli idealni, mądrzy i prawi, świat byłby idealny. Ale tak nie jest. Ludzie są różni i popełniają błędy. Czy można im wybaczyć,
odpowiedź określi prokurator i kontrolerzy ministerstwa, do których się zwróciłem.
Trudno jednak nie postawić pytania: jeśli nie zapanował Pan nad jedną sprawą, to jak ogarnie Pan reformę całej służby zdrowia?
A nad czym ja nie zapanowałem?
Już mówiłam: nad sytuacją. Nad urzędnikami, kontrolą. O niczym Pan nie wiedział.
A co do tego ma minister i jego odpowiedzialność? Czy to, że państwo jest tak
zbudowane to jest moja wina? Ja, chcę to państwo naprawić!
Ale to minister odpowiada politycznie za to, co w państwie dotyczy zdrowia.
I dlatego następnego dnia po ujawnieniu afery podałem się do dymisji. Mam swój honor. Ale jak pani chce mnie rozliczać za konsultanta krajowego i za pomylenie ampułek, to ja to pieprzę i nie
chcę być ministrem zdrowia. A wie pani dlaczego? Bo nie ma sensu i nie ma dla kogo pracować. Mam dosyć. Proszę to napisać.
I jeszcze jedno. Na zimno analizując to, co się stało od waszego artykułu. Postępowanie ministerstwa uważam za wzorcowe. Jeszcze tego samego dnia poszły listy do wszystkich lekarzy. Zaręczam
pani, że przy innym ministrze to by się nie zdarzyło.
Co jeszcze chce Pan zrobić?
W tym momencie dopiero rozumiem wypowiedź premiera Jarosława Kaczyńskiego, która odnosia się do III RP. Struktury państwa, które zastaliśmy,
są złe i trzeba to zmienić. Trzeba przekazać większą odpowiedzialność ministrowi zdrowia tak, by odpowiadał i politycznie i merytorycznie za to, co się dzieje. Mam wolę zmienienia tej
sytuacji włącznie z tym, by wyniki kontroli w zakładach farmaceutycznych były udostępniane opinii publicznej.
Jakie dodatkowe uprawnienia będzie miał minister?
Nie ulega dla mnie wątpliwości, że władza ministra zdrowia musi być wzmocniona. Nie może być, że o tak dramatycznych zdarzeniach nie ma on informacji. Teraz główny inspektor farmaceutyczny
jest całkowicie niezależny od ministra zdrowia. Ja nie mogę wpływać na jego działania. Będę dążył do tego, żebym mógł wpływać i zmieniać jego decyzje. To musi być rewolucyjna
zmiana.
Ale centralizacja źle się kojarzy.
Byłem jej przeciwnikiem, ale już nie jestem, bo przekonałem się, że ludzie nie stanęli na wysokości zadania.
Co właściwie wydarzyło się w Jelfie, jak i kiedy zostały pomylone ampułki?
Najbardziej prawdopodobne jest to, że ampułki zostały przeniesione przez jakiegoś szeregowego pracownika tam, gdzie nie powinny.
Mógł to być sabotaż?
Nie można tego wykluczyć. Na świecie takie rzeczy się zdarzały. Są osoby o patologicznej psychice, które z tylko sobie znanych powodów potrafią
zrobić coś takiego. W USA na przykład jeden z pracowników dodał do leku truciznę.
Kiedyś poznamy prawdę?
Takie przypadki czasem do końca pozostają niewyjaśnione. Ale kryzys został zażegnany
w takim sensie, że leku w sprzedaży już nie ma, więc pacjenci są bezpieczni.