Z naszych ustaleń wynika jednak, że lista nie istnieje. W raporcie, który leży w tajnej kancelarii komisji do spraw służb specjalnych, są za to nazwiska dziennikarzy manipulowanych lub inspirowanych przez WSI.
"Niektórzy mogli nawet nie wiedzieć, że wojskowi podsuwają im rozmówców, którzy zgłaszali się z ciekawymi newsami" - mówi nasz informator. Jedna z opisywanych spraw dotyczy głośnej prywatyzacji z lat 90. Służbom zależało, by promowana przez nie teza znalazła się w prasie. "To dowód, że WSI próbowały wpływać na gospodarkę" – dodaje nasz rozmówca.
Raport, z którym powoli zapoznaje się dziewięciu członków komisji i jej eksperci, ma najwyższy gryf tajności. W Sejmie jest tylko jeden egzemplarz. Uprawnieni posłowie czytają go po kolei w tajnej kancelarii. Nie mogą wynosić z pomieszczenia żadnych notatek. "To wielka, ośmiusetstronicowa cegła. Właściwie zdążyłem tylko przekartkować dokumenty. Nie poraziły mnie" - opowiada Paweł Graś z Platformy Obywatelskiej.