Przedstawiciel mafii sycylijskiej, hochsztapler gospodarczy, oficerowie WSI - w takim towarzystwie działał w fundacji "Pro Civili" w połowie lat 90. jeden z liderów "Samoobrony" Janusz Maksymiuk - ujawnia DZIENNIK.
Dziś wiceszef tej partii zasłania się upływem lat i słabą pamięcią. Fundacja, która miała pomagać urzędnikom państwowym i duchownym, posłużyła do
ograbienia banku PKO BP z ponad 100 mln zł.
Przyjęcie, którym fundacja zainaugurowała działalność w czerwcu 1994 r., było urządzone z rozmachem. W willi na warszawskim Targówku zgromadzili się wpływowi politycy, biznesmeni i generałowie Wojska Polskiego. Zgodnie ze statutem fundacja miała się zająć pomocą urzędnikom państwowym i duchownym, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie. Trudno dziś ustalić, co dokładnie kryło się pod tym określeniem.
"Chodziło nam np. o pomoc finansową w momencie, gdy jakiś urzędnik, ksiądz ulegnie wypadkowi samochodowemu" - tłumaczy jeden z naszych rozmówców. Jednak inny mówi wprost: " Mieliśmy pomagać szychom, które spadną ze swoich posad. Zapewnić im miękkie lądowanie".
Budynek święcił prałat Henryk Jankowski. "W tamtych czasach miał nieposzlakowaną opinię. Szampan lał się strumieniami, kawior był na stołach" - opowiada jeden z biznesmenów, który trafił na przyjęcie.
Przyjęcie, którym fundacja zainaugurowała działalność w czerwcu 1994 r., było urządzone z rozmachem. W willi na warszawskim Targówku zgromadzili się wpływowi politycy, biznesmeni i generałowie Wojska Polskiego. Zgodnie ze statutem fundacja miała się zająć pomocą urzędnikom państwowym i duchownym, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie. Trudno dziś ustalić, co dokładnie kryło się pod tym określeniem.
"Chodziło nam np. o pomoc finansową w momencie, gdy jakiś urzędnik, ksiądz ulegnie wypadkowi samochodowemu" - tłumaczy jeden z naszych rozmówców. Jednak inny mówi wprost: " Mieliśmy pomagać szychom, które spadną ze swoich posad. Zapewnić im miękkie lądowanie".
Budynek święcił prałat Henryk Jankowski. "W tamtych czasach miał nieposzlakowaną opinię. Szampan lał się strumieniami, kawior był na stołach" - opowiada jeden z biznesmenów, który trafił na przyjęcie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|