Minister Sikorski spotkał się już w czwartek z generałem Targoszem - potwierdził to dziennikowi.pl rzecznik Sił Powietrznych, Wiesław Grzegorzewski. Najprawdopodobniej 1 stycznia generał przestanie pełnić swoje obowiązki. Do tego potrzebny jest jednak podpis prezydenta, jako zwierzchnika sił zbrojnych. Decyzja może być znana w ciągu kilku dni.

Generał straci stanowisko, ponieważ kłócił się z szefem MON, kto i w jaki sposób ma szkolić naszych pilotów.

Sikorski chce, żeby zadecydowała o tym zewnętrzna firma, którą ma wybrać Agencja Mienia Wojskowego. To ta firma miałaby wskazać podmiot gospodarczy, który zawiązałby spółkę ze szkołą w Dęblinie. Firma zapewniłaby samoloty szkolne, a szkoła by je obsługiwała. W grę wchodziło 5-7 samolotów. Minister zamierza wydać na to około 5 mln zł. "Dzięki temu radykalnie spadłyby koszty zakupu maszyn do szkoleń. Wiadomo, że serwis i ich utrzymanie kosztuje tyle, co połowa wartości maszyn" - powiedział dziennikowi.pl rzecznik MON, Piotr Paszkowski.

Problem polega na tym, że w Polsce nie ma firmy, która potrafiłaby określić, w jaki sposób i na jakich maszynach mają się szkolić piloci samolotów wielozadaniowych F-16. Nieoficjalnie wiadomo, że w związku z tym będzie to jedna z amerykańskich firm.

Z kolei generał Targosz był zwolennikiem kupna lub wydzierżawienia używanych samolotów HAWK, produkowanych przez koncern BAE Systems. Samoloty te mają identyczny kokpit jak w F-16 i dzięki temu szkolenie może przebiegać bez problemów.

Nasze lotnictwo kupiło w USA 48 maszyn F-16. Na miejscu ma być przeszkolonych 49 pilotów i 183 osób personelu naziemnego. Do obsługi całego systemu potrzeba 2,5 tys. osób. Wyszkolenie pilota do zadań bojowych na F-16 zajmuje 300 godzin.

Pierwsza grupa samolotów ma osiągnąć zdolność do prowadzenia działań operacyjnych zgodnie ze standardami NATO w 2008 r. Potem do tego systemu będą stopniowo dołączane kolejne samoloty. W 2012 r. 48 maszyn i wszystko, co jest z nimi związane, osiągnie pełnię swoich możliwości.