Dziennik Gazeta Prawana logo

"Stan wojenny do rozliczenia"

12 października 2007, 14:40
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
"W latach 90. instrukcja podpisana przez dwóch wiceprezesów telewizji publicznej - Jana Dworaka i Lwa Rywina - nakazywała pokazywanie stanu wojennego w <sposób zrównoważony>. Efektem tego było kamuflowanie prawdy i propagowanie fałszu" - mówi "Faktowi" Kazimierz Ujazdowski.
Wiktor Świetlik: Co pan robił 13 grudnia, 25 lat temu?
Kazimierz Ujazdowski: Chodziłem do trzeciej klasy liceum. Stan wojenny odebrałem jako jaskrawe potwierdzenie natury systemu. Podobnie, jak wielu moich rówieśników, zostałem decyzją Jaruzelskiego sprowokowany do działań opozycyjnych. Ze względów etycznych. Od stycznia ruszyłem z uczniowskim oporem. Ulotki, malowanie na murach wezwań do oporu. To się skończyło w
sierpniu ’82 roku. Zostałem aresztowany i skazany przez sąd wojskowy. Dostałem wyrok w zawieszeniu. Mogłem kontynuować szkołę, ale do końca stanu wojennego byłem pod "opieką" kuratora.

To była powszechna postawa wśród pana rówieśników?
Były różne. Nie rozumiałem tych, którzy wprowadzenie stanu wojennego traktowali jako przerwę w szkole i przedłużenie ferii. Ale duża grupa była bardzo świadoma. Oni poszli drogą opozycyjną. Znaleźli się w NZS-ie, podziemnej "Solidarności".

Spodziewał się pan, że akcja Jaruzelskiego będzie tak skuteczna?
Spodziewałem się, że konfrontacja z "Solidarnością" się nie uda. Że spotka się z powszechnym oporem. Momentem refleksji, że mamy do czynienia z władzą na tyle brutalną, by na dłuższy czas zaprowadzić swój porządek, była śmierć górników w "Wujku".

To trudna rocznica. Co, z perspektywy polityki historycznej państwa powinno się z nią zrobić? Obchodzić?
Stanu wojennego nie można wyrwać z kontekstu, "Solidarności", pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego. Całego procesu wolnościowego, który brutalnie przerwano w grudniu 1981 roku. Niepodległa Polska musi być zbudowana na respekcie dla historycznej prawdy. Jeśli chodzi o stan wojenny to musimy tę historię odkłamać.

Pana zdaniem, jest ona dzisiaj widziana w jakiś zniekształcony sposób?
Tak. Nie tylko po PRL, ale i latach 90. Stosowano wówczas wielki retusz w stosunku do generała Jaruzelskiego. Była taka instrukcja podpisana przez dwóch wiceprezesów telewizji publicznej Jana Dworaka i Lwa Rywina. Nakazywała pokazywanie stanu wojennego w „sposób zrównoważony. Efektem tego było kamuflowanie prawdy i propagowanie fałszu. To trzeba odkłamać. Nie ze względu na zemstę, a prawdę i sprawiedliwość. Uczciwe rozliczenie tych, którzy odpowiadali za zbrodnie i przestępstwa popełnione w tym czasie.

Kiedyś w ulicznej sondzie zapytano młodą dziewczynę o stan wojenny, kopalnię „Wujek i tak dalej. Odparła, że dla niej to tak zamierzchłe, jak czasy Mieszka I. Że w ogóle nie wie, po co ludzie się tym zajmują. Ma pan jakiś patent, jak „sprzedać młodym ludziom najnowszą historię tak, by ich zainteresowała?
Temu patentowi na imię nowoczesna edukacja historyczna i nowoczesne muzealnictwo. Koronnym przykładem jest nasz program „Patriotyzm jutra. Wspieranie inicjatyw obywatelskich i samorządowych promujących patriotyzm. To przedsięwzięcia odrzucające nudę. Tworzone przez młodzież i z jej inspiracji. Nowoczesne muzealnictwo to inicjatywy takie, jak Muzeum Powstania Warszawskiego. A także powstające Muzeum Historii Polski czy Europejskie Centrum Solidarności. To będą miejsca ciekawe. Z multimedialnym, atrakcyjnym przekazem. Trzeba odrzucić sztuczność akademii i pogadanek.

I to wszystko przekona tę dziewczynę, o której wspominałem?
Sądzę, że tak. Ale nie miejmy złudzeń. Nie osiągniemy powszechnej znajomości historii stanu wojennego bez utrwalenia przekonania o odpowiedzialności generała Jaruzelskiego. Choć akurat w tej sprawie wiele się zmieniło. Generał korzystał z taryfy szacunku dla polskiego munduru. Ale cezurą i momentem pęknięcia był jego wyjazd na obchody zakończenia II wojny światowej do Moskwy. To był akt zlekceważenia polskiego wysiłku zbrojnego. Także tego, którego dokonali jego towarzysze broni, bo LWP też nie zostało tam uhonorowane jako istotna armia walcząca po stronie aliantów.

Widzi pan jakąś zmianę w stosunku młodych ludzi do stanu wojennego?
Przy okazji opracowywania ustawy lustracyjnej było widać, że młodzi ludzie pytają wprost: kto za to odpowiada? Zadają proste pytania wymagające prostej odpowiedzi. Ich nikt nie przekona, że niepodległość wywalczył reformatorski nurt w łonie PZPR. Wiedzą, że to niedorzeczne.

Cztery największe sukcesy pana jako ministra kultury...
Przełamanie zapaści w dziedzinie ochrony zabytków. To wzmacnia też zainteresowanie cudzoziemców naszym krajem. Drugi sukces to powodzenie programu „Patriotyzm jutra. Świadkiem trzeciego sukcesu byliśmy przedwczoraj: pozostawienia w Polsce i zakup przez Muzeum Narodowe spuścizny po Zbigniewie Herbercie. Miała ona wyjechać do USA. Tę sprawę uważano za nie do załatwienia. Czwarty krok to sukcesy w walce z kłamstwem o polskich obozach śmierci. Mamy poparcie dla tej sprawy większości środowisk żydowskich i dobre rokowania w UNESCO.

Nie ma pan wrażenia, że jakoś jest tak, że Ministerstwo Kultury jest teraz trochę w ukryciu?
Minister kultury zawsze działa w sytuacji pewnego dystansu do polityki bieżącej. Jeśli chodzi o badania zaufania do ministrów jestem w wyraźnej czołówce. Znacznie przed tymi, o których jest głośno. Poza tym, jest to niestety często ten rodzaj sławy, który mnie nie interesuje i, jakby to powiedzieć, nie będzie przedmiotem narodowej pamięci.

A nie czuje się pan nieco w cieniu Romana Giertycha, którego inicjatywy, także te odnoszące się do edukacji historycznej odbijają się sporym echem medialnym?
Liczą się nie sowa, a czyny. Bilans mojej obecności w Ministerstwie Kultury jest bardzo konkretny. Stawiam na promocję patriotyzmu dynamicznego, skierowanego ku przyszłości. Można powiedzieć, że z Romanem Giertychem uprawiamy różne dyscypliny sportu.

To znaczy, że nisko pan ocenia jego efektywność jako ministra?
Życzę mu jak najlepiej, ale myślę, że po okresie zapowiedzi czas na czyny i tworzenie instytucji, które się wcześniej zapowiada.

Nie odczuwa pan, spokojny, wyważony konserwatysta, pewnego dyskomfortu, będąc w jednym z rządzie z Andrzejem Lepperem?
Ma pan mylne wyobrażenie o rządzie. To nie jest klasa gimnazjalna, gdzie spędza się po 7 godzin dziennie razem. Wejście Samoobrony do rządu nie zburzyło żadnego z elementów mojej polityki jako ministra. Nasz okręt płynie cicho. Ale pewnie i skutecznie.

Ale nie czuje pan dyskomfortu? Nawet z powodów estetycznych?
Wyważenie i umiar nie oznacza miękkości. Dopóki mogę skutecznie realizować program uważam, że ma to sens. Nie budzę się z pytaniem o obecność Samoobrony w rządzie. Bardzo wielu ludzi w Polsce czeka na nowoczesną edukację historyczną i na ratunek dla ginących zabytków. Ja mogę to robić. Ze strony premiera mam silne wsparcie.

Nie jest tak, że pan odsunął się od polityki, zamykając tylko w ministerstwie?
Na wszystko przyjdzie czas. W Polsce jest tyle niedokończonych projektów. A ja chcę zrobić coś od początku do końca. Politykiem jestem od 17 lat. Nic, może poza tsunami, nie jest w stanie zmieść mnie z polityki. We Wrocławiu uzyskałem trzeci wynik w PiS, w skali kraju. W harfie są różne struny. Minister kultury, który byłby agresywnym uczestnikiem życia politycznego, byłby odrzucony.

Andrzej Celiński był takim politycznie aktywnym ministrem...
Tym przykładem, utwierdza mnie pan w przekonaniu, że mam rację. Zniszczenia były niemałe, a trwało dość krótko.

Najważniejsze plany?
Atrakcyjna edukacja historyczna. Zwiększenie prestiżu Polski przez dokończenie walki z kłamstwem o polskich obozach śmierci. Rozbudzenie kulturalne młodego pokolenia. Temu służy choćby unikalny program "Śpiewająca Polska. Reaktywujemy chóry szkolne. Już ponad 300 osób chce zakłada takie chóry. Jeśli za parę lat będziemy mieć bardziej świadome historycznie młode pokolenie i Muzeum Historii Polski to będę mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że warto było być ministrem kultury po raz drugi.
Kazimierz Ujazdowski, minister kultury

CYTAT:
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj