Dziennik Gazeta Prawana logo

Andrzej Lepper panicznie boi się seksafery

13 października 2007, 16:36
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dawni i obecni współpracownicy szefa Samoobrony nie mają wątpliwości: Lepper ucieka przed seksaferą i dlatego woli wcześniejsze wybory niż śledztwo. Dlatego, ich zdaniem, Andrzej Lepper chce zerwać koalicję z PiS. Do tej pory nie udało mu się to tylko dlatego, że przeciwna temu jest prawie cała Samoobrona.

"Lepper panicznie boi się seksafery" - mówi wieloletni znajomy Andrzeja Leppera. "Znam go od lat, podobnie jak Łyżwińskiego, nie mam wątpliwości: jeśli Stasiek pójdzie siedzieć, to pogrąży Leppera i ten też trafi za kratki" - przekonuje działacz Samoobrony. Prokuratura zgromadziła mocne dowody winy Stanisława Łyżwińskiego, członkowie sejmowej komisji regulaminowej i spraw poselskich zgodzili się na odebranie mu immunitetu, grozi mu też areszt.

Dlatego Lepper chce jak najszybszych wyborów. "Wybory powinny być jak najszybciej, a nie wiosną, bo przez ten czas PiS będzie wykorzystywało wpływy w mediach publicznych" - uważa Krzysztof Sikora z kierownictwa partii. Kampania wyborcza ma pozwolić Lepperowi na prostą metodę obrony: śledztwo w sprawie seksafery jest zemstą PiS.

Szef Samoobrony liczy też na to, że przestanie być głównym celem ataku. Kampania zmusi PiS do zajęcia się ważniejszymi sprawami. Ale, według naszych rozmówców, nowych wyborów w Samoobronie chce tylko Lepper i wąskie grono jego zaufanych współpracowników. Od kilku dni z Samoobrony dochodzą głosy o grożących, na tle stosunku do koalicji, rozłamach.

Na razie Lepperowi z trudem udaje się sklejać rozłażącą się partię. "Mówiono, że pierwszym rozłamowcem był Krzysztof Filipek. Szef wytłumaczył mu, że w PiS będzie gwiazdą jednego dnia, a potem niech się nie łudzi, że dostanie jakieś stanowiska" - mówi nam osoba z Samoobrony.
Do tej pory Lepper nigdy nie miał aż tak wielkich problemów z lojalnością najbliższego otoczenia. PiS zdaje sobie sprawę z tego, że posłowie Leppera nie chcą wyborów mają przecież niespłacone kredyty.

Poseł z Olsztyna, Mieczysław Aszkiełowicz przyznaje, że politycy PiS dzwonią do jego działaczy z namowami, by porzucali struktury Samoobrony. "Po aferze z taśmami Renaty Beger do nas, posłów, nie będą dzwonić, ale do struktur wojewódzkich i powiatowych owszem" - przyznaje Aszkiełowicz. "Mamy świadomość, że Jarosław Kaczyński najchętniej przejąłby cześć naszych struktur w terenie, ale bez Andrzeja Leppera" - dodaje jeden z najbliższych współpracowników szefa Samoobrony.

A Andrzej Lepper ma coraz mniej atutów w ręku. Premier uderzył bowiem wyjątkowo boleśnie, zabierając Samoobronie Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Lepper stracił atut, jakim było nagradzanie lojalnych stołkami w państwowych agencjach. Dlatego sprawa ARiMR-u ma być jednym z ważniejszych tematów dzisiejszych rozmów koalicyjnych. "PiS musi oddać nam ARiMR, bo to mamy zapisane w umowie koalicyjnej" - mówi jeden z zastępców Leppera. Według sygnałów z Ministerstwa Rolnictwa nie zanosi się jednak na to, by partia Kaczyńskiego oddała Lepperowi to, co zabrała mu w ostatni piątek.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj