"Przestrzeń wokół biura została skontrolowana przez wynajętego eksperta, zajmującego się wykrywaniem podsłuchów i z całą pewnością można powiedzieć, że przez pewien czas byłem podsłuchiwany. Z dokładnych pomiarów wynika, iż z pomieszczeń służbowych biura poselskiego transmitowano na częstotliwości GSM zarówno obraz jak i dźwięk" - powiedział w sobotę PAP poseł Katulski.
Podejrzenia parlamentarzysty wzbudziło to, że od pewnego czasu treść niektórych jego poufnych rozmów i spotkań w biurze była dosyć szybko znana przez osoby do tego nieuprawnione. "W końcu, ordynarnie mówiąc, dostałem tzw. cynk i zdecydowałem się na specjalistyczną kontrolę przez fachowca w tej dziedzinie" - dodał Katulski.
Pierwsze pomiary potwierdziły obawy, ale samego urządzenia nadawczego nie odnaleziono. Wiele wskazuje na to, że osoba, która je zainstalowała, spostrzegła dekonspirację i usunęła sprzęt.
"Kolejne pomiary potwierdziły, iż aparatura zamilkła i obecnie mogę być pewien, że nic z mojego biura nie wydostaje się bez mojej wiedzy. Ponieważ jednak nie załatwiam tam spraw prywatnych i nie jest to moje prywatne terytorium, zgłosiłem sprawę do prokuratury w Tucholi i teraz ona zajmie się ustalaniem, kto mógł zainstalować podsłuch" - podkreślił Katulski.
Informacja o inwigilacji posła Katulskiego wywołała w sobotę reakcję posła Arkadiusza Mularczyka (PiS), który jako wiceprzewodniczący komisji sprawiedliwości i praw człowieka, zgłosił postulat zbadania sprawy przez parlament. Jak podkreślił w przesłanym PAP oświadczeniu, istnieje możliwość, że podsłuch był założony przez służby specjalne.
"Z ostatnich doniesień medialnych wynika bowiem, że polskie służby są europejskimi liderami w inwigilacji obywateli. (...) W związku z powyższym, do czasu wyjaśnienia sprawy przez prokuraturę, będę domagał się zwołania sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka oraz sejmowej komisji ds. służb specjalnych.(...) Oczekujemy także wyjaśnień w tej sprawie od pana premiera Donalda Tuska i szefów służb specjalnych" - zaznaczył Mularczyk.
Poseł Katulski nie chce typować podejrzanych o założenie podsłuchu w jego biurze, oczekując na wyjaśnienie tej sprawy przez prokuraturę. Przyznaje jednak, że informacje, jakie mogły zostać podsłuchane i do niego "wróciły", pojawiły się jedynie w środowisku lokalnym.
"To dotyczyło tylko rozmów z osobami z samej Tucholi i tutejszego środowiska. Nie spotkałem się z takimi sytuacjami gdzieś dalej, np. w Warszawie" - zapewnił parlamentarzysta.
Jarosław Katulski jest posłem PO od 2007 roku. Z wykształcenia lekarz-ginekolog, był dyrektorem szpitala w Tucholi, a od 2002 roku zarządza spółką, która prowadzi tę lecznicę i kieruje jednocześnie Związkiem Szpitali Powiatowych Województwa Kujawsko-Pomorskiego.
Olgierd Żyromski(PAP)
olz/ dym/
Komentarze(31)
Pokaż:
NajnowszePopularneNajstarszeniedługo same święte w tej mafii będą.
Św. Rycho,Miro ,Zbycho ,Grzecho,Niesioł,Donald ,Komoruski itp..
ciekawe kiedy odbędzie się "ostatnie żarcie".
"Szef Agencji Bezpieczenstwa Wewnetrznego Krzysztof Bondaryk naciskal, by podsluchy dla sluzb specjalnych realizowali pracownicy prywatnych firm telekomunikacyjnych ABW chciala miec "spiochów" u operatorów Krzysztof Bondaryk, szef Agencji Bezpieczenstwa Wewnetrznego i byly pracownik sieci telefonii komórkowej Era GSM, naciskal, wbrew stanowisku MSWiA oraz policji, by w proponowanej nowelizacji prawa telekomunikacyjnego realizacje podsluchów dla sluzb specjalnych powierzyc pracownikom prywatnych firm. W praktyce takie zapisy stwarzalyby mozliwosc prowadzenia przez wspólpracowników ABW ulokowanych w firmach telekomunikacyjnych nielegalnych podsluchów, nieewidencjonowanych w oficjalnych dokumentach Agencji. Ostatecznie z finalnego projektu ustawy propozycje Bondaryka wycofano, jednak wczoraj czlonkowie sejmowej Komisji ds. Sluzb Specjalnych domagali sie wyjasnien od szefa ABW. Jak nam pózniej powiedzieli, odpowiedzi, jakich udzielil Bondaryk, nie byly zadowalajace.
"Byly dwa rzadowe projekty nowelizacji ustawy Prawo Telekomunikacyjne. Pierwszy z 9 czerwca 2008 r. i pózniejszy, który niebawem trafi do Sejmu, z 1 wrzesnia 2008 roku. Czym sie róznia? W czerwcowej propozycji noweli do ustawy szefowi ABW Krzysztofowi Bondarykowi udalo sie przeforsowac zapisy, na które absolutnie nie zgadzaly sie inne sluzby specjalne oraz policja. Agencja Bezpieczenstwa Wewnetrznego w art. 179 nowelizowanej ustawy domagala sie umieszczenia w ust. 4a nastepujacego zapisu: "zapewnienie warunków dostepu i utrwalania powinno umozliwiac uprawnionym podmiotom dostep do przekazów telekomunikacyjnych przy pomocy upowaznionego personelu przedsiebiorcy telekomunikacyjnego, gwarantujacego prawidlowa realizacje przedmiotowych czynnosci". Zdaniem naszych rozmówców z sejmowej Komisji ds. Sluzb Specjalnych, przyjecie takich zapisów po pierwsze - otwieralo furtke do wprowadzenia do prywatnych firm telekomunikacyjnych wspólpracowników ABW, po drugie - stwarzalo realne zagrozenie, ze dojdzie do stosowania nielegalnych podsluchów.
- Bez zadnego protokolowania, bez koniecznosci wypelniania oficjalnych druczków telefon do czlowieka umieszczonego w danej firmie telefonicznej z prosba: "Interesuja nas rozmowy XY". W wypadku kontroli nie ma w takiej sytuacji nawet sladów nielegalnej inwigilacji - mówi nasz rozmówca zwiazany ze sluzbami specjalnymi.
Lobbujac za proponowanymi zmianami, ABW przekonywala, ze jej propozycja w bardziej przejrzysty i skuteczny sposób zapewni realizacje zadan zwiazanych z kontrola przekazów telekomunikacyjnych. W wydanym wówczas oswiadczeniu zapewniano takze, iz "wszelkie sugestie, ze proponowane przez ABW zmiany legislacyjne sluza innym niz bezpieczenstwo panstwa celom, sa nieuprawnione". Lobbing Bondaryka w tej sprawie nie odniósl jednak skutku. Choc w ostatecznej wersji projektu nowelizacji, z 1 wrzesnia, nie ma juz Bondarykowych zapisów, poslów, czlonków sejmowej speckomisji interesuje, dlaczego umieszczono je w pierwotnej wersji projektu ustawy mimo sprzeciwu wszystkich pozostalych sluzb. Oficjalny protokól rozbieznosci wskazuje jednoznacznie, ze propozycja ABW nie zostala ostatecznie uwzgledniona, poniewaz byla sprzeczna z ustaleniami podjetymi na konferencji uzgodnieniowej z 26 maja 2008 r. w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Nie zaakceptowal jej takze resort spraw wewnetrznych. Uwaga MSWiA odnosnie do udzialu pracownika operatora w podsluchiwaniu zostala rozstrzygnieta na rzecz MSWiA, osoby posrednie nie beda braly udzialu w pracy sluzb.
- Pytalismy, dlaczego ABW forsowala, by jednak taki zapis w ustawie sie znalazl. Bondaryk nie potrafil odpowiedziec nam na to pytanie. Ale mówiac potocznie: szczeka mu opadla - wspomina jeden z poslów uczestniczacych w tajnym posiedzeniu sejmowej Komisji ds. Sluzb Specjalnych.
- Sprawa budzi olbrzymie watpliwosci. Bondaryk do ABW przyszedl z firmy ERA GSM, w której odpowiadal za strefe bezpieczenstwa. Prosze sobie wyobrazic, ze po odejsciu z ABW wraca do pracy w tamtej branzy. I majac wiedze o osobach pelniacych funkcje publiczne, dostaje mozliwosc prowadzenia praktycznie niekontrolowanych podsluchów. To patologia - uwaza inny z poslów."
[Wojciech Wybranowski]
Choć tryby propagandy mielą od kilku dni temat wizyty rosyjskiego prezydenta-marionetki, w jej cieniu pozostaje zdarzenie znacznie większej wagi. Dwa dni przed przyjazdem Miedwiediewa przybyła do Polski delegacja rosyjskich prokuratorów na czele z Prokuratorem Generalnym Federacji Rosyjskiej Jurijem Czajką. Oficjalny komunikat głosił, że głównym punktem wizyty będzie podpisanie w dniu 6 grudnia memorandum o współpracy pomiędzy prokuraturami obu krajów. Jednocześnie, wraz z Miedwiediewem przyjechał do Polski minister sprawiedliwości Rosji Aleksander Konowałow. Mimowolnie trafną ocenę tej farsy uwydatniły rosyjskie Wremia Nowostiej, ciesząc się, że „wysokich rangą gości było tak wielu, że mogło się wydawać, iż rosyjski rząd, parlament i prokuratura generalna odbywają na polskiej ziemi wyjazdowe posiedzenie” . .
W podpisanym przez prokuratorów memorandum można przeczytać, iż „Prokuratura Generalna Federacji Rosyjskiej i Prokuratura Generalna Rzeczypospolitej Polskiej, zwane dalej Stronami, uznając wagę umocnienia i dalszego rozwoju wzajemnej współpracy pomiędzy Prokuraturami obu państw w dziedzinie walki z przestępczością oraz ochrony praw i wolności człowieka przy wykorzystaniu najbardziej skutecznych metod i środków porozumiały się w następujących sprawach”. W dalszej części dokumentu wymienia się m.in. „organizowanie konferencji, seminariów i konsultacji w celu wymiany doświadczeń, wymianę informacji, podnoszenie skuteczności wykonywania wniosków o pomoc prawną, wymianę doświadczeń krajowych w zakresie zwalczania przestępczości zorganizowanej, terroryzmu, korupcji i innych przestępstw, konsultacje w kwestiach prawnych, między innymi na etapie sporządzania i wykonywania poszczególnych wniosków o ekstradycję i wzajemną pomoc prawną”.
Postanowiono także, że wszelkie sprawy sporne dotyczące stosowania memorandum rozstrzygane będą „w drodze konsultacji i pertraktacji”.
Podpisanie tego rodzaju dokumentu zakrawa na najbardziej ponury, a w kontekście tragedii smoleńskiej wprost makabryczny akt, całkowicie kompromitujący polską prokuraturę. Ponieważ do zawarcia memorandum doszło w trakcie wizyty Miedwiediewa, należy postrzegać ten dokument jako mocne narzędzie politycznych wpływów Rosji, sankcjonujące stan, jaki powstał w stosunkach polsko-rosyjskich po 10 kwietnia.
Stroną, która ma umacniać „ochronę praw i wolności człowieka”jest odtąd dla III RP rosyjski „aparat sprawiedliwości” funkcjonujący nieodmiennie według reguł Sowieckiej Rosji, a rzekomo demokratyczne państwo UE uznaje za partnera „człowieka pułkownika Putina”, odpowiedzialnego za mataczenia w sprawie zabójstw Politkowskiej i Litwinienki. W wydanej w 2007 roku w Niemczech książce Margarety Mommsen i Angeliki Nussberger - „System Putina. Sterowana demokracja i polityczny wymiar sprawiedliwości w Rosji” autorki nie pozostawiają żadnych złudzeń co do stanu wymiaru sprawiedliwości w dzisiejszej Rosji i podkreślają, że rządzi w nim korupcja, jest on upolityczniony i stanowi narzędzie w zwalczaniu opozycji oraz niezależnych mediów. Zdaniem autorek rosyjscy prokuratorzy i nadzorujący ich Jurij Czajka są uważani za wykonawców dyrektyw Putina i spełniają rolę aparatu represji całkowicie podporządkowanego interesom kremlowskich „siłowików”.
Sam Jurij Czajka to sowiecki prokurator, który z rekomendacji Putina w sierpniu 1999 r. objął funkcję ministra sprawiedliwości, a w czerwcu 2006 r., został prokuratorem generalnym Rosji. To za jego kadencji doszło do najbardziej znanych aktów łamania praw człowieka; ludobójstwa w Czeczeni, setek mordów politycznych, zabójstw dziennikarzy, represji wobec dysydentów i wolnych mediów. Z polecenia Putina, Czajka nadzorował śledztwa w sprawie Chodorkowskiego, skazanego za rzekome oszustwa podatkowe i korupcję oraz śledztwa w sprawie zabójstwa Politkowskiej i zamachu na Litwinienkę. On również zarządzał śledztwami w sprawach „zamachów terrorystycznych”, w których wielu analityków rozpoznało rękę putinowskiego FSB. Wszędzie tam, gdzie osobisty nadzór nad dochodzeniem obejmuje Czajka, można być pewnym, że efekty śledztwa będą korzystne dla płk Putina, a prawdziwi sprawcy pozostaną nieznani.
Potwierdzeniem tej tezy jest sposób, w jaki Czajka nadzoruje rosyjskie dochodzenie w sprawie katastrofy smoleńskiej, ilość związanych z tym fałszerstw, przekłamań i ewidentnych matactw. Ostatnim, karykaturalnym akcentem owego śledztwa jest kwestia unieważnienia protokołów zeznań kontrolerów z lotniska Sewiernyj, które w pierwotnej wersji mówiły o dyspozycjach wydawanych kontrolerom z Moskwy i podawaniu załodze Tu-154 nieprawdziwych informacji o warunkach pogodowych oraz wspominały o obecności w budynku kontroli lotów trzeciej osoby – prawdopodobnie oficera FSB. Polska prokuratura przyjęła bez sprzeciwu rosyjskie „standardy” i zaakceptowała to kolejne matactwo.
Z relacji niezależnych mediów i wypowiedzi rodzin ofiar katastrofy wiemy, że polska prokuratura wojskowa spełnia rolę petenta wobec Rosjan i nie jest w stanie wyegzekwować żadnych decyzji służących wyjaśnieniu okoliczności zdarzenia. Wiemy też, że podpisanie memorandum niczego nie zmieni w tych relacjach. Polskim prokuratorom nie udało się wynegocjować terminów przekazania wraku samolotu, ani rejestratorów lotu, które były na jego pokładzie. Rosyjscy prokuratorzy stwierdzili wręcz, że mogą one trafić do Polski dopiero za kilka lat – czyli wówczas, gdy ich wartość dowodowa będzie znikoma.
Jaki zatem jest sens podpisywania tego rodzaju dokumentu z organem państwa, które nie respektuje i nie będzie respektowało cywilizowanych standardów?
Odpowiedzi na to pytanie udzielił sam prezydent Federacji Rosyjskiej w słowach, które powinny spowodować reakcję każdego suwerennego rządu. Fakt, że grupa rządząca Polską przyjęła je w milczącej uległości – już nie dziwi, choć przecież winien przerażać każdego Polaka.
Nie dopuszczam możliwości, by w sprawie katastrofy smoleńskiej śledczy polscy i rosyjscy doszli do różnych ustaleń. Odpowiedzialni politycy, przywódcy struktur śledczych powinni wyjść z obiektywnych danych - powiedział Miedwiediew podczas przemówienia w Pałacu Prezydenckim.
Słowa prezydenta Rosji, prócz skandalicznej sugestii związanej z końcowym efektem śledztwa prokuratorskiego zawierają wyraźną namowę, by politycy grupy rządzącej zadbali o ostateczny kształt ustaleń prokuratury. To słowa satrapy, nawykłego do sytuacji w której organy sprawiedliwości są tylko narzędziem w rękach polityków i służą wykonywaniu ich dyrektyw. W tych dwóch zdaniach zawiera się pełna prawda o obecnym systemie rosyjskim, w niczym nie ustępującym zwyczajom Sowieckiej Rosji. Jeśli Miedwiediew pozwolił sobie na tak bezczelne i bezpośrednie pouczenie, musiał mieć pewność, że trafi ono na podatny i odpowiednio przygotowany grunt.
Można zatem przypuszczać, że podstawową ideą memorandum zawartego między prokuraturami Rosji i Polski jest narzucenie nam modelu Putina, w którym niezależność władzy sądowniczej i prokuratorskiej stanowi demagogiczną fikcję. Najwyraźniej, prokuratura III RP jest upolityczniona w stopniu jeszcze niedostatecznym i nie reaguje należycie na sugestie władzy lub nie gwarantuje dbałości o jej interesy. Wymiana doświadczeń w zakresie ochrony praw i wolności człowiekaz prokuratorem Czajką byłaby z pewnością pouczająca dla polskich prokuratorów i pozwoliła im docenić rosyjskie normy prawne.
Waga wydarzenia polega głównie na skutkach, jakie niesie ono dla śledztwa smoleńskiego. Rosjanie pokazali, że niszczenie i fałszowanie dowodów nie stanowi dla nich żadnego problemu, zaś brak reakcji strony polskiej słusznie odebrali jako wyraz uległości i słabości naszego państwa. Memorandum legalizuje więc patologie rosyjskich działań i jest rodzajem certyfikatu udzielonego przez stronę polską. Wobec wyraźnych dyrektyw Miedwiediewa możemy zapomnieć o przejęciu śledztwa przez polską prokuraturę i sformułowaniu rzetelnych, autonomicznych wniosków końcowych.
W intencji Rosjan - śledztwo w sprawie katastrofy z 10 kwietnia stanowi rodzaj testu, głównie dla polityków grupy rządzącej, zaś polską prokuraturę sprowadza do jeszcze niższej kategorii wykonawcy poleceń kremlowskich decydentów.
w opozycji do PiSu?
jeśli Aruś Mularczyk chciał w ten sposób odwrócić od siebie uwagę (i podejrzenia) to mu się nie udało
Resztki pisobolszewni rozrzuucone po powiatach próbują wlezć w dooope preziowi i będą ryć jak się da jak to robi kaminski czy macior-ewicz bez dowodów aby oszkalować ,opluć.
Media milczą zajmujac się pierdołami.
Koalicja PO- RAŚ na Śląsku. Oddali im nie tylko miejsce w zarządzie województwa. Także komisję... edukacji i kultury! Ta historia zaczyna wyglądać coraz bardziej ponuro. Bo dążący oficjalnie do autonomii Śląska, nieoficjalnie do jakiegoś nieokreślonego demontażu i osłabienia państwa polskiego, Ruch Autonomii Śląska nie tylko dzięki Platformie Obywatelskiej ma miejsce we władzach województwa, ale także zajmie się edukacją i kulturą. A więc najbardziej wrażliwą na takie tożsamościowe eksperymenty sferą.
sprawy załatwiał w biurze poselskim.
MNIE mozecie podsłuchać o każdej porze dnia.Gdybym był posłem to nakazałbym aby mnie podsłuchiwały rózne służby.
Zrobiono PSYCHozę podsłuchwania aby naród naganie był ustosunkowany do POdsłuchów. Przeciętny człowiek nie był podsłuchiwany przez żadne służby od conajmiej 15 lat.
Nie chcą być podsłuchiwanie niech pozostana przeciętnymi ludzmi.
Niie ważne dla mnie czy PO czy PiS czy SLD czy pozostałe partie każdy z nich powinien być podsłuchiwany.
Nie brońcie tych dranii. dajcie sobie spokój z tą psychozą podsłu.
wiesio ty naprawde jestes stukniety zdrowo. PO POdsluchuje kogo sie da a ty CHAMIE od razu odwracasz uwage na Mulrczyka. Ty esbecka swinio to wy POdsluchujecie.
dlaczego Bondaryk chcial wprowadzic POdsluchy na liniach telfonicznych i komurkowych? - Do tego mial wprowadzic swoich apartczykow zeby rejestrowali rozmwy na kazdym kroku.
7 tajnych sluzb i jakie one sa, czemu maja sluzyc?
na pocztach instaluje sie cyfrowe maszyny (pilot byl w Poznaniu) co beda przeswietlac wszystkie prywatne listy obywateli, i kopiowanie kazdego w którym znajdzie sie "nieprawidlowy" wyraz.
Czy to jest nowe Ministerstwo Milosci, wszystko sprawdzac, wiedziec i rozszyfrowac od sierodka. Inwigilacja w zycie prywatne obywateli.
Dlaczego nie wezwano odpowiednie słuzy aby te urzadzenia zabezpieczono jako dowóch?
A moze nie było podsłychów tylko pijądzc wódeczkę głośno omawiano sprawy poufne.
Prawdę mówiąc wszystko smieszne to.
Bardzo dużo trzeba mięć w sobie silnej woli, by nie ulec pokusie .
NIKT Z NAS NIE WIE JAK W NIESPODZIEWANEJ SYTUACJI POSTĄPI -wiemy jak nie powinniśmy postąpić .ale to jest życie .
Przeciwnicy posła nie mieli nic kompromitującego na niego .WIĘC ZDECYDOWALI SIĘ GO PODSŁUCHIWAC ,BY COŚ WYMYŚLIĆ NA PODSTAWIE ZNANYCH IM WIADOMOŚCI Z PODSŁUCHU I JE PRZECIW JEMU WYKORZYSTAĆ ,SKOMPROMITOWAĆ!.Tak zrobił łachudra .agent Tomek , wobec posłanki , by ją sprowokować do czynów zabronionych i ją skompromitować .wiadomo "okazja czyni złodzieja "
Bardzo dużo trzeba mięć w sobie silnej woli, by nie ulec pokusie .
NIKT Z NAS NIE WIE JAK W NIESPODZIEWANEJ SYTUACJI POSTĄPI -wiemy jak nie powinniśmy postąpić .ale to jest życie .
Chcieli wiedzieć ile i za co się bierze.
Tak to na prywatnym jest. Konkurencja nie śpi!
Konkurencja czuwa!
I PO co to wam było...
Dowiaduję się tutaj od jednego con dona z PISiora, że Prezes zabiera się za kierowanie pociągami, bo lotnictwem już umiał dawno (na bieżąco instruował brata, który co prawda ... spadł realizując rozkazy, ale umie, co tam, zwyczajnie - nie ma w PISie lepszego). Zaczynam śledzić media z obawą, kiedy pierwszy pociąg ... spadnie. I kto wtedy kupi upadłe pociągi? Ryży Grzybek trujący z Radia?
PS. Kto kierował cysterną, która spadła na tory?