Po tym jak w ubiegłym tygodniu doszło do zerwania paktu Porozumienia i PO oraz związanej z tym dymisji wiceministra zdrowia Marka Twardowskiego, PZ stało się atrakcyjnym politycznie kąskiem. Rząd PO dzięki współpracy z PZ nie miał kłopotu ze strajkami lekarskimi, a politycy tego ugrupowania wieszali plakaty wyborcze w gabinetach lekarzy z PZ.

– Zależy nam na poparciu tej grupy zawodowej. W najbliższych dniach przedstawimy program „Pacjent jest najważniejszy”, który powinien lekarzy zainteresować – mówi „DGP” Andrzej Sośnierz, poseł klubu PJN. Na przyciągnięcie 14 tys. lekarzy z PZ liczy też PiS.

Lekarze są jednak ostrożni. – Raz w życiu można być naiwnym – mówi Krzysztof Radkiewicz, wiceszef PZ. Mówi, że gdy w 2007 roku zgłosiła się do nich Platforma, jej propozycje brzmiały rozsądnie. PO zobowiązała się m.in. do decentralizacji NFZ, ale na obietnicach się skończyło. Jednak lekarze z PZ też nie byli stratni na porozumieniu z PO: np. lekarzom rodzinnym stawki rosły szybciej niż innym specjalistom. Jednak pakt się rozleciał, gdyż lekarze nie dostali spodziewanej podwyżki (z 8 zł do 8,72 zł/ mies. na pacjenta), w dodatku NFZ od nowego roku poszerza zakres ich pracy.