Posłowie PiS do sprawozdania z prac hazardowej komisji śledczej zgłosili zdanie odrębne, zawierające tajny załącznik. Znalazły się w nim materiały ze skrzynki mailowej Rosoła, z których wynika, że b. minister sportu Mirosław Drzewiecki był przygotowywany do zeznań przed śledczymi m.in. przez Rosoła oraz współwłaściciela agencji PR - Cross Media Andrzeja Długosza.

Reklama

Zdaniem Dery na szczególną uwagę zasługuje mail, w którym Rosół pisze do Długosza, że chciałby, "aby słuchacz odniósł wrażenie, że pismo z 30 czerwca 2009 r. powstało w wyniku drobnego błędu, który powstał przy ciężkiej pracy, a nie w wyniku telefonu Sobiesiaka, Mirek musi pokazać, że panował nad urzędem".

Według posła w materiałach zgromadzonych przez komisję nigdzie nie pojawiła się kwestia rozmowy telefonicznej Sobiesiaka i Drzewieckiego, podczas której biznesmen miałby namawiać ministra sportu do wycofania się z wprowadzenia dopłat na gry na automatach.

"Myśmy nie mieli dowodów, że Sobiesiak dzwonił w tej sprawie do Drzewieckiego. Dzięki temu mailowi dowiadujemy się jednak o tym, co było prawdziwym powodem wycofania się resortu z dopłat. To jest kluczowy dowód na to, że nastąpiło to na skutek interwencji Sobiesiaka" - powiedział PAP Dera.

B. przewodniczący hazardowej komisji śledczej Mirosław Sekuła (PO) powiedział PAP, że komisji w czasie swoich prac nie udało się stwierdzić, czy rzeczywiście Sobiesiak dzwonił do Drzewieckiego ws. wycofania się resortu z dopłat.

"Ten mail świadczy jedynie o tym, że pracownicy ministerstwa sportu bardzo się przejmowali oskarżeniami pod adresem ich byłego szefa i starali się przygotować materiały i jego wystąpienia tak, by on jak najlepiej wypadł" - powiedział PAP Sekuła.

Chodzi o pismo z 30.06.2009 r., w którym minister sportu pisał do resortu finansów, że wycofuje się z dopłat. Później jego ministerstwo tłumaczyło, że pismo było urzędniczą pomyłką, a Drzewiecki skierował pismo, w którym informował jedynie o konieczności zmiany uzasadnienia w projekcie zmian w ustawie o grach i zakładach wzajemnych w związku z rezygnacją z realizacji II etapu budowy Narodowego Centrum Sportu (na co miały iść środki z dopłat).



Jednym z wątków badanych przez komisję śledczą była także sprawa kandydatury Magdaleny Sobiesiak, córki biznesmena branży hazardowej Ryszarda Sobiesiaka, na stanowisko członka zarządu Totalizatora Sportowego. W sprawę tę w 2009 r. zaangażował się Rosół - wtedy szef gabinetu politycznego Drzewieckiego.

Jego korespondencja mailowa pokazuje także, według Dery, że Rosół mijał się z prawdą zeznając przed komisją, że tylko "w formie luźnej rozmowy" pytał wiceministra Skarbu Państwa, czy Sobiesiak ma szanse w konkursie na członka zarządu Totalizatora Sportowego. Zdaniem posła także Sobiesiak składała w tej sprawie fałszywe zeznania przed komisją.

Dera i Beata Kempa napisali w swoim załączniku, że ze stenogramów będących w posiadaniu komisji wynika, że m.in. Sobiesiak i Rosół na temat wyboru na członka zarządu TS rozmawiali już na przełomie czerwca i lipca, podczas, gdy ogłoszenie o konkursie ukazało się dopiero 23 lipca 2009 r.

Ze stenogramów będących w posiadaniu komisji wynika, że 25 czerwca 2009 r. Rosół wysłał do Sobiesiaka smsa, czy jego córka nadal chce zmienić pracę, gdy ten odpisał, że tak, Rosół zapytał, co sądzi o stanowisku członka zarządu TS. "Ja myślę, że tak, ale ona bardziej myśli o jakiejś firmie zagranicznej, ale musimy się zastanowić" - napisał w smsie do Rosoła Sobiesiak.

Następnie, według materiałów zawartych w załączniku, Sobiesiak miał zadzwonić do Jana Koska i rozmawiać z nim, że Magda nie chce tej posady, ale trzeba ją do tego namówić, gdyż to otworzy "nowe możliwości". Ostatecznie ustalają, że Magda ma się zgłosić i Sobiesiak wysyła Rosołowi sms: "przegadałem ją, zgadza się".



26 czerwca 2009 r. (czyli prawie miesiąc przed oficjalnym ogłoszeniem o konkursie) Rosół przesyła z oficjalnego maila ministerstwa sportu do wiceministra skarbu Adama Leszkiewicza maila z cv Magdaleny Sobiesiak i informacją, że jest ona rekomendowana przez MSiT do zarządu TS.

Następnie, jak wynika z załącznika, Rosół dzwonił do Sobiesiaka i mówił m.in. "no słuchaj tam wszystko poszło", "z Magdą wszystko poukładane, tylko wiesz ma złożyć papiery i tam rada ją wybierze, nie".

Dera uważa ponadto, że z materiałów w załączniku wynika, że Rosół wielokrotnie przekroczył swoje urzędnicze kompetencje prowadząc swego rodzaju "biuro pośrednictwa pracy" dla znajomych ministra Drzewieckiego. W załączniku zamieszczono świadczących o tym kilkadziesiąt maili do Rosoła z prośbą o załatwienie pracy z załączonymi do nich cv.

"Z tych maili wynika, że Rosół był uznawany za bardzo ważną osobę, bo tam się nikt nie pyta, co i jak, on po prostu załatwia. Widać, że jest wysyłane cv, jest reakcja i jest zatrudnienie. Był bardzo dobrze umocowanym człowiekiem, miał otwarte drzwi do wszystkich instytucji i urzędów" - powiedział Dera.

Jest tam m.in. korespondencja, która według Dery, dobitnie świadczy o próbach załatwienia pracy przez Rosoła - na polecenie Drzewieckiego - Tomaszowi Rolnikowi (zdaniem posłów PiS prawdopodobnie mężowi dyrektor Moniki Rolnik).



Sekuła oceniając te materiały stwierdził, że wygląda na to, że według b. śledczych PiS - Kempy i Dery "cała afera hazardowa sprowadza się do nieudanej próby załatwienia pracy Magdalenie Sobiesiak oraz do złego, niezgodnego ze standardami urzędniczymi postępowania Marcina Rosoła". "Chyba już nic więcej nie są w stanie z tego wycisnąć" - dodał.

Poseł przyznał jednak, że był zaskoczony czwartkową decyzją prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie tzw. afery hazardowej. "Byłem troszkę zaskoczony całkowitym umorzeniem wszystkich wątków afery hazardowej przez prokuraturę. Myśmy się bardzo długo wahali w komisji, czy jednak nie złożyć do prokuratury zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa wobec Rosoła. Ostatecznie pozostawiliśmy tę decyzję prokuraturze. Według mnie on jednak przekroczył zasady rzetelności urzędniczej. Nie wolno mu było wykorzystywać funkcji, którą sprawował publicznie do załatwiania swoich spraw" - powiedział PAP Sekuła.

Tzw. afera hazardowa wybuchła na początku października 2009 r., po publikacji "Rzeczpospolitej", która ujawniła materiały CBA. Z materiałów tych wynikało, że Zbigniew Chlebowski - wówczas szef klubu parlamentarnego Platformy - i ówczesny minister sportu Mirosław Drzewiecki mieli podczas prac nad zmianami w tzw. ustawie hazardowej działać na rzecz biznesmenów z branży hazardowej. Obaj zaprzeczali temu, ale stracili stanowiska.

W październiku 2009 r. - po doniesieniu CBA - śledztwo w sprawie wszczęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Było ono prowadzone w czterech wątkach. W czwartek prokuratura poinformowała, że wątek powoływania się przez funkcjonariuszy publicznych na wpływy w instytucjach i pośrednictwa w "blokowaniu" nowelizacji ustawy hazardowej w zamian za łapówkę oraz wątek wręczenia łapówki lub jej obiecywania w tej sprawie, zostały umorzone z powodu braku danych dostatecznie uzasadniających przestępstwo.

W piątek jako pierwsza informacje z tajnego załącznika posłów PiS podała telewizja TVN 24.