Wokół wystawy w Brukseli wybuchła burza, gdy okazało się, że część podpisów pod zdjęciami została zasłonięta przez kolegium unijnych kwestorów. Wydały im się zbyt kontrowersyjne.  Politycy PiS nie kryli swego oburzenia, mówili o cenzurze.

W ich gronie media wyłapały agenta Tomka. Jak się jednak okazuje, to wcale nie politycy PiS zaprosili go na otwarcie wystawy. "Do Brukseli zostałem zaproszony przez redaktora naczelnego <Gazety Polskiej> Tomasza Sakiewicza" - powiedział w Onet.pl Tomasz Kaczmarek.

"Wystawa <Prawda i pamięć> o katastrofie smoleńskiej, która została ocenzurowana przez władze Parlamentu Europejskiego nie została przygotowana przez PiS. Jej autorami są dziennikarze i współpracownicy tygodnika <Gazeta Polska>. Z tego co wiem, PiS nie był w najmniejszym stopniu sponsorem tego projektu - koszty przygotowania wystawy pokrył wydawca <Gazety Polskiej> oraz Fundacja Niezależne Media. Dziwię się, iż dziennikarze nie potrafią dotrzeć do podstawowych faktów, tylko kolportują nieprawdziwe informacje. Chyba, że kolportowanie bzdur jest celem samym w sobie" - dodał agent Tomek.

Były agent CBA wyjaśnił także, dlaczego przyjął zaproszenie na wystawę.

"Z tych samych powodów, dla których uczestniczę każdego 10 dnia miesiąca w Marszach Pamięci. Uważam, że katastrofa smoleńska jest teraz najważniejszą sprawą dla naszego państwa. Poza tym chcę oddać hołd tym, którzy zginęli 10 kwietnia ubiegłego roku i domagam się, aby prawda o tej katastrofie wyszła na jaw. Poza tym autorami wystawy byli moi przyjaciele, którym zależało bym był na jej otwarciu' - powiedział Kaczmarek.


Jak twierdzi, kiedy tylko może, to w każdą miesięcznicę katastrofy stara się być na Krakowskim Przedmieściu. "Z pochodnią w ręce?" - dopytywał dziennikarz.

"A dla pana to kompromitująca okoliczność? Proszę jednak nie zapominać, iż pierwsze marsze z pochodniami organizowali politycy PO. Ja nie mam z tym problemu. Dla mnie najważniejsze są intencję - chcę być 10 dnia każdego miesiąca na Krakowskim Przedmieściu z pobudek patriotycznych" - wyjaśnił agent Tomek.

Broni on tych, którzy przychodzą przed Pałac. Jego zdaniem, to nie są "agitatorzy polityczni".

"Myśli pan, iż te tysiące ludzi, którzy czasem w deszczu czy śniegu biorą udział w Marszu Pamięci to jacyś agitatorzy polityczni, albo chętni do startu w wyborach z list PiS? Proszę uwierzyć, iż w Polsce mieszka mnóstwo ludzi, którym nie jest wszystko jedno, którzy żyją sprawami swojego kraju. Ja też taki jestem. Dla mnie patriotyzm jest nadrzędną wartością. Bardzo ważne jest dla mnie wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Polacy zasługują na prawdę, a nie na kłamliwe informacje. Eksperyment przeprowadzony niedawno na Tupolewie jednoznacznie wykluczył błąd pilotów i naciski na nich. Nie zgadzam się na linczowanie i opluwanie honoru żołnierzy Wojska Polskiego. Dla mnie honor i patriotyzm to nie są puste słowa" - powiedział Kaczmarek.

Czy zamierza wejść w politykę i startować w wyborach z listy PiS?

"Nie dostałem takiej propozycji, ani żadnej innej oferty politycznej. Informacja o moim kandydowaniu do Sejmu z list PiS-u jest nieprawdziwa, jak wiele innych doniesień medialnych na mój temat" - wyjaśnił agent Tomek.

Beata Kempa w jednym z wywiadów powiedziała, że idealnym miejscem dla Kaczmarka byłaby sejmowa komisja ds. służb specjalnych. Mógłby tam tworzyć trio z Antonim Macierewiczem i Mariuszem Kamińskim.

"Dla mnie panowie Macierewicz i Kamiński są autorytetami i wyjątkowymi profesjonalistami. Cenię ich wkład w życie publiczne oraz konsekwentną pracę dla ojczyzny" - uważa agent Tomek.