Dziennik Gazeta Prawana logo

Główne grzechy ACTA. Oto, czego nie mówią politycy

25 stycznia 2012, 10:51
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Przyjęcie porozumienia może naruszać konstytucyjne prawa polskich obywateli – ostrzegają prawnicy.

Podpisałem upoważnienie dla polskiej ambasador w Japonii do przyjęcia umowy ACTA – poinformował wczoraj premier Donald Tusk. Przed ratyfikacją traktatu ma być przygotowany pakiet rozwiązań ustawowych, które „dadzą użytkownikom internetu pełne poczucie bezpieczeństwa w związku z przyjęciem umowy ACTA”. Mają nad tym wspólnie pracować resorty spraw zagranicznych, kultury oraz cyfryzacji. Ale nikt nie wyjaśnia, na czym te rozwiązania mają polegać.

GIODO się boi

Premier mówił, a hakerzy atakowali administrację.   – taki komunikat pojawił się na profilu Anonymous Polska na FB. A na jednym z forów udostępniono kilkanaście adresów i haseł do skrzynek mailowych urzędników.

Warszawska prokuratura wszczęła postępowanie wyjaśniające w sprawie ataków. – mówi rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Monika Lewandowska. Przepis mówiący: , pozwoli ścigać hakerów z urzędu.

>>>Migalski o ACTA: Nie wiedziałem, za czym głosuję

Tymczasem eksperci alarmują, że parafowanie przez Polskę porozumienia ACTA może naruszać konstytucyjne prawa obywateli. Na pierwszy rzut oka treść dokumentu nie wywołuje niepokoju. – ostrzega Magda Piech, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”.

>>>Klamka w sprawie ACTA zapadła. Ogłosił to Donald Tusk

Np. art. 27 zapewnia . Podobne obowiązki wynikają z art. 6. Czy oznacza to, że koncern medialny może wnieść do sądu sprawę przeciw osobom naruszającym jego prawa? Czy przed wydaniem wyroku może się domagać np. zablokowania strony WWW?

Inny problem wynika z art. 27 ust. 4, który mówi o . Czy dostawca będzie musiał podawać te dane? – – napisał w opinii na temat ACTA dr Wojciech Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych. Jego zdaniem porozumienie może naruszać konstytucję.

Profesorowie protestują

Niepokoi też to, czego w porozumieniu zabrakło. ACTA nie wyłącza odpowiedzialności dostawców za treści umieszczane w sieci. Nie precyzuje kwestii monitoringu danych. – napisała w memorandum na temat porozumienia Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji.

Czy grozi nam inwigilacja? Polski rząd twierdzi, że nie. – zapewnił nas resort kultury. To raczej jednak nikogo nie uspokoi, bo specjalny komitet ds. ACTA ma m.in. wymieniać informacje ze stronami trzecimi „w odniesieniu do ograniczania naruszeń praw własności intelektualnej, włącznie z technikami identyfikacji i monitorowania”.

Podczas prac nad kontrowersyjnym porozumieniem krytyczną opinię na jego temat wydało grono 25 profesorów z krajów Unii Europejskiej.   – napisali.

Umowa to nie tylko problem internetu

Czy podpisanie ACTA może być niezgodne z konstytucją?

Wojciech Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych:

Czy to np. Polska będzie decydowała o przekazaniu danych osobowych państwu trzeciemu?

Tak. Moim zdaniem z polskiego prawa nie wynika uprawnienie do przekazywania tego typu danych. Zwłaszcza wobec instytucji prywatnych znajdujących się poza Polską. Nie ma też możliwości wymiany informacji także między polskimi instytucjami, niebędącymi organami ścigania i wymiaru sprawiedliwości. To jest punkt widzenia inspektora ochrony danych osobowych. Jestem przekonany, że inne organizacje, zwłaszcza zajmujące się ochroną własności intelektualnej – będą twierdziły, że traktat międzynarodowy, jakim jest ACTA, dał takie możliwości i że nie należy już stosować prawa telekomunikacyjnego czy praw dotyczących ochrony danych osobowych, ponieważ ACTA stoi w hierarchii źródeł prawa wyżej niż ustawa o ochronie danych osobowych. W zeszłym roku próbowano przygotować porozumienie, które miało być zawarte między organizacjami zajmującymi się zwalczaniem piractwa a operatorami telekomunikacyjnymi czy dostarczycielami usług internetowych. Te organizacje miały mieć dostęp do danych osobowych. Tymczasem nie ma w polskim prawie podstawy do tego typu działania. Rozumiem, że po przyjęciu ACTA organizacje zwalczające piractwo powrócą do tematu, powołując się na ACTA jako na podstawę wymiany danych.

Spodziewa się pan chaosu prawnego po przyjęciu ACTA?

Prędzej czy później organizacje antypirackie wystąpią do operatora telekomunikacyjnego o udostępnienie danych klienta. A operator najpewniej odmówi takich informacji. Co zostanie zaskarżone do sądu przez organizację antypiracką. Ja wówczas będę stał zdecydowanie po stronie tych, którzy sprzeciwiają się przekazywaniu danych organizacjom prywatnym na potrzeby roszczeń cywilnych. Prawo uzyskania tego typu informacji może przysługiwać twórcy i jego pełnomocnikom w rozumieniu prawa cywilnego, nie zaś organizacjom tylko z tego powodu, że są generalnie powołane do ochrony praw własności intelektualnej. Mam nadzieję, że traktat nie będzie rozumiany jako przeważający nad polskim prawem m.in. tajemnicą telekomunikacyjną.

A jakie ACTA ma konsekwencje dla zwykłego Kowalskiego, który wyszukuje pliki w internecie, kupuje w sieci?

Nie zawężajmy tematu. ACTA nie dotyczy tylko i wyłącznie internetu. Ale wszystkich sytuacji, gdzie handluje się towarami podrobionymi. Można więc powiedzieć, że ktoś, kto nieświadomie kupuje podrobione dżinsy w sklepie, znajduje się w grupie osób zamieszanych w zawłaszczenie własności intelektualnej. Jeżeli zostawił swoje dane osobowe w sklepie, a właściciel sklepu został oskarżony, to klient może być świadkiem w postępowaniu. Jeśli takie dochodzenie przeprowadza policja, w porządku. Natomiast jeśli takie dane mają być przekazywane organizacjom reprezentującym właścicieli znaków towarowych, jestem przeciwko.

Jakie są pana argumenty?

To, że podpisujemy konwencję nie znaczy, że przetwarzamy dane tylko przestępców, ale też np. świadków. W przypadku internautów najprostsza sytuacja będzie wtedy, gdy będziemy świadkami w sprawach cywilnych toczonych poza Polską. Pamiętajmy jednak, że w przypadku wykorzystywania sieci peer to peer umożliwiających ściąganie plików z komputerów w różnych miejscach na świecie, niewyłączenie pewnych domyślnych opcji w oprogramowaniu do tego używanym powoduje, że nie tylko ściągamy plik, ale też i rozpowszechniamy go dalej. W USA jedna z organizacji broniących praw autorskich doprowadziła do kilku spraw przeciwko osobom, które ściągając pliki z internetu, nie wiedziały o tym, że jednocześnie przeznaczają je do dalszego ściągania. Zostały potraktowane jak piraci.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj