- powiedziała Sawicka w prawie 50-minutowym wystąpieniu na koniec procesu w warszawskim sądzie okręgowym.
Prosiła sąd o uniewinnienie. - powiedziała.
Jak twierdziła, nie byłoby jej tu dziś, gdyby była posłanką PiS. - dodała.
Jej zdaniem w tamtym czasie musiało być zapotrzebowanie polityczne na znalezienie "haków" w opozycji. - dodała. Za ciekawe uznała to, że .
- przekonywała Sawicka.
Jak mówiła, jeśli chce się upodlić kobietę, najprościej uderzyć w jej seksualność. - powiedziała.
Na dowód swej uczciwości pokazała sądowi i prokuratorowi pióro w etui - upominek, jaki dostała w 2007 r. od ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego; pióro wręczono jej, gdy z rąk J. Kaczyńskiego odbierała powołanie na członka rady Służby Cywilnej. CBA - dodała.
O- uważa Sawicka.
Jak przekonywała, nie zna się na biznesie, bo pochodzi z nauczycielskiej rodziny.
W kwietniu prokurator Rafał Maćkowiak zażądał dla Sawickiej kary 5 lat więzienia i 54 tys. zł grzywny; b. posłanka PO jest oskarżona o powoływanie się na wpływy w instytucjach, przyjęcie łapówki i podżeganie do skorumpowania burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego. Dla burmistrza oskarżonego o przyjęcie łapówki od udających biznesmenów agentów CBA prokurator zażądał kary 3,5 roku więzienia i 36 tys. zł grzywny.
Obrona wnosi o uniewinnienie obojga podsądnych. Zdaniem adwokatów operacja CBA była nielegalna i sąd powinien to stwierdzić w wyroku. Jak mówili, CBA nie miało przesłanek - wiarygodnej informacji o przestępstwie Sawickiej - nie powinno było więc wszczynać operacji przeciw niej. A inwigilację - przekonywali - wszczęto, rozbudzono jej uczucia i wykorzystano do postawienia przed sądem. Obrońcy b. posłanki podtrzymują, że udający biznesmena agent Tomek uwiódł Sawicką.
CBA zatrzymało Sawicką, ówczesną posłankę PO, w październiku 2007 r., gdy przyjmowała - jak uznano w akcie oskarżenia - łapówkę. Szczegóły nagłośnił ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński tuż przed wyborami. Wywołało to wątpliwości PO i części mediów co do domniemanego politycznego tła operacji CBA wobec Sawickiej (usuniętej wtedy z PO). Ona sama prosiła w emocjonalnym wystąpieniu szefa CBA, by jej "nie linczował publicznie". Twierdziła, że padła ofiarą prowokacji agenta CBA. Uznała, że oficerowie CBA przekroczyli uprawnienia, podejmując wobec niej inwigilację i że namawiali ją do przestępstwa. Kamiński temu zaprzeczał.