Zdaniem szefa rządu, najtrudniejsze w takich momentach jest czekanie. Gdy w negocjacjach uczestniczy 27 państw, to czasami rozsypują się one na podstoliki - tłumaczył Donald Tusk.

A ponieważ mieliśmy tak dobry punkt wyjścia, moim zadaniem było często unikać jakichkolwiek rozmów, ponieważ teoretycznie nam można było tylko zabierać. Więc z jednej strony wcale nie czekałem na telefony (...), a drugiej - musiałem być cały czas skoncentrowany - mówił premier.

Przyznał, że bardzo męczące było nie tylko wielogodzinne czekanie, ale też brak możliwości wzięcia prysznica i zmiany koszuli. Premier zdradził, że próbował zdrzemnąć się w nocy z czwartku na piątek na kanapie w pokoju polskiej delegacji. Niestety tuż obok spał szef jego kancelarii Tomasz Arabski i jego głośne chrapanie udaremniło te próby.

Polska delegacja jako jedna z nielicznych nie pojechała do hotelu odpocząć, gdy ogłoszono krótką przerwę. Minister finansów Jacek Rostowski żartował, że musieliśmy pilnować naszych worków ze złotem.