Polityczna burza w Sejmie wokół in vitro. Politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski ostro krytykowali rządowy program leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego.  Najpierw poseł Czesław Hoc z PIS powiedział, że w czasach, gdy promuje się antykoncepcję i sprzyja się aborcji, rząd chce refundować sztuczną prokreację, która jest związana z niszczeniem poczętego życia. Poseł Jerzy Rębek użył jeszcze ostrzejszych słów: vitro to zabójstwo istnień ludzkich. Dodał, że narusza piąte przykazanie Nie zabijaj. Zwrócił się też do młodzieży przysłuchującej się obradom sejmu: Żeby siostrzyczka lub braciszek narodziło się z in vitro, kilkoro spośród nich musi umrzeć.

Minister Bartosz Arłukowicz określił te słowa jako skandal i nadużycie. Które przykazanie pan realizuje, jak pan stygmatyzuje dzieci narodzone metodą in vitro? - pytał szef resortu zdrowia. Jego zdaniem sprawą powinno zająć się Prezydium Sejmu. Z kolei poseł Jerzy Borkowski z Ruchu Palikota podkreślił, że rządowy program nie rozwiązuje problemu in vitro, po potrzebna jest ustawa w tej sprawie. Dodał, że ugrupowanie przygotowało swój projekt.

Poseł SLD Romuald Ajchler przypomniał, że Częstochowa finansowała już wcześniej in vitro, a rządowy program skomentował krótko lepiej późno niż wcale.
Jerzy Stefaniuk z PSL chwalił rządowy program leczenia niepłodności, ale podkreślił, że wątpliwości budzi problem bezpieczeństwa zarodków.

Z rządowego programu refundacji in vitro ma skorzystać w ciągu trzech lat około 15 tysięcy par. Do programu kwalifikowane będą kobiety do 40 roku życia, które udokumentują, że od roku bezskutecznie leczą niepłodność. Minister poinformował, że w tym roku leczenie niepłodności metodą in vitro będzie kosztować ponad 30 milionów złotych, w ciągu 3 lat - około 250 milionów.