Poszło o zachowanie posła PO podczas rozmowy z dziennikarzem "Gazety Polskiej" Samuelem Pereirą. Ten chciał uzyskać od Stefana Niesiołowskiego, przewodniczącego sejmowej komisji obrony narodowej, komentarz w sprawie podpisanej przez prezydenta nowelizacji ustawy o armii.

- Jaka gazeta, przepraszam, bo nie mogę usłyszeć? Skąd pan dzwoni?! - dopytywał polityk Platformy. Kiedy padła odpowiedź, a dziennikarz zadawał pytanie, to usłyszał: - Ja z pisowskim szmatławcem nie rozmawiam, proszę pana. Jesteście pisowską, propagandową szmatą i z wami nie rozmawiam. Dobranoc.

Niesiołowski proszony przez rp.pl o komentarz w tej sprawie, przekonuje, że jedyne miejsce, w którym przyzwoity człowiek może się spotkać z panem Sakiewiczem to sąd.  Po drugie - jak podkreśla - nie przesadził ze słownictwem. 

- Czy ja mam przypominać, że "Gazeta Polska" była uprzejma zamieścić tekst pana Ziemkiewicza, w którym są wywody tego rodzaju, że byłem gwałcony w więzieniu i stąd moja jakaś choroba psychiczna. Takie obrzydliwości, jak porównywanie mnie do Goebbelsa. Ja nie będę nawet wymieniał, co pisze "Gazeta Polska". Chętnie się spotkam z panem Sakiewiczem w sądzie - przekonuje także polityk Platformy. 

To kolejny przypadek, kiedy Stefan Niesiołowski nie przebiera w słowach w rozmowie z mediami.

- Odczepcie się. Nie rozmawiam z wami! Nie rozmawiam ze szmatławcami! - rzucił w styczniu, także w rozmowie z "Gazetą Polską". Wcześniej nie chciał rozmawiać z Ewą Stankiewicz. - Niech pani idzie do PiS-u. Proszę to odwrócić, bo pani rozbiję kamerę, jak pani będzie mnie filmować bez mojej zgody - zagroził.