Młody Ukrainiec rozbił je na ramieniu Bronisława Komorowskiego. Krytyka spadła wówczas między innymi na ochronę prezydenta, która - zdaniem wielu ekspertów - nie zareagowała prawidłowo.

Reklama

Mimo to Bronisław Komorowski nie ma żalu do swoich ochroniarzy.

- To była najmniejsza z wpadek, którą można sobie wyobrazić i to jeszcze na gościnnych występach, gdzie nie jest się gospodarzem. Gdyby w imię polityki pojednania z sąsiadami, w tym wypadku z sąsiadem ukraińskim, trzeba by zaryzykować i tuzin jajek to zaryzykowałbym z uśmiechem - mówi prezydent.

MSW przyznało, że wykryto już błędy w szkoleniu i niektórych procedurach BOR, które ochrania prezydenta. Po zdarzeniu w Łucku Biuro Ochrony Rządu przeprowadziło kontrolę wewnątrz formacji.

Prezydent był z wizytą na Ukrainie, żeby uczcić 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej. Z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło w latach 1943-45 około 100 tysięcy Polaków.