Delegatem, który namawiany jest do poparcia Protasiewicza, jest Paweł Frost, szef koła PO w Legnicy i tamtejszy radny. "Newsweek" podaje, że Frost to zwolennik Grzegorza Schetyny.

Reklama

Działacz przyznaje, że to on dokonał nagrania podczas spotkania, które dwa dni przed wyborami w PO odbyło się jego mieszkaniu.

Tygodnik podaje, że namawiają oni działacza do tego, by głosował na Jacka Protasiewicza. Nie za darmo. Sugerują, że Frost, który ma zdany egzamin na członka rad nadzorczych, mógłby trafić do władz jednej z dolnośląskich spółek.

"Newsweek" na swojej stronie internetowej zamieszcza stenogram z tej rozmowy i nagranie wideo:

Borkowski: - Paweł, moim zdaniem to jest jakaś tam nasza szansa, mówię ci. Stagnacja albo ewentualnie jakiś skok. Tak mi głupio o tym mówić, ale to też jest jakaś informacja. Paweł ma egzamin państwowy zrobiony…

Jaros: - Do…

Borkowski: - No, no… Nie trzeba, ale fajnie, że masz. Wiemy, o co chodzi.

Jaros: - Tak mi się wydaje, że wiemy, o co chodzi. Tam w takim budynku w podziemiach się go zdaje, tak?

Frost: - No.

Jaros: - To wiem, jaki egzamin. Do wykorzystania.

Frost: - Cała ekipa, jak myśmy tutaj kurs robili… Sporo tych osób było a jeden zdał.

Jaros: - Ty.

Frost kiwa głową.

Borkowski: A w Nocie robiłeś czy gdzie?

- No.

Reklama

Borkowski: - Ja też robiłem w Nocie, tylko nie pojechałem na egzamin. Trudny był ten egzamin, nie miałem czasu się uczyć. Chodzi o to, że ja mieszkam tu, gdzie mieszkamy a tu, gdzie my mieszkamy, nie trzeba mieć egzaminu.

Frost: - Spokojnie, bez napinki.

Borkowski: - Ja jestem spokojny, bez napinki. On mówi, że Głogów jest tam a ja nie wiem.

Jaros: - Wiem, z czego wynika ich pewność siebie, ale to się rozstrzygnie na sali. Naprawdę ja jestem bezpieczny.

Borkowski: - no, widzisz… jedna strona mówi tak a druga strona mówi to samo. Ja byłem na urodzinach (niewyraźne). Widziałem i jednych, i drugich.

Paweł Frost mówi "Newsweekowi", że zdecydował się upublicznić nagranie po tym, gdy pojawiły się komentarze, iż przypadek z Norbertem Wojnarowskim, to była incydentalna sprawa.

Jeżeli pofatygowano się do mnie, to jeżdżono też do innych - tłumaczy Frost.