Zdaniem Komorowskiego, opozycja "zaczyna się już całkiem nieźle organizować" i zdaje sobie sprawę z tego, że jej siłą może być jedność. - Cieszę się, że do wyborów samorządowych w wielu miejscach Polski opozycja idzie razem - dodał.

- Mam zresztą nadzieję, że po wyborach PO i Nowoczesna się zjednoczą - podkreślił były prezydent. Pytany, czy te ugrupowania stworzą jedną partię, odparł: "myślę, że powinni". - Wyborcy na pewno by tego chcieli, bo to wyborcy o takich samych poglądach - przekonywał.

Według Komorowskiego, "premia za jedność" dla opozycji oznacza około 10 proc. głosów. - Te 10 proc. może być kluczowe do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych - ocenił.

Na uwagę, że z jedności opozycji wyłamuje się lewica, były prezydent odpowiedział: "szkoda, że tak się dzieje". Jak zaznaczył, nigdy nie był "człowiekiem lewicy", ale jego zdaniem "w demokracji formacja lewicowa jest potrzebna". - Dlatego życzę lewicy, żeby następnym razem weszła do parlamentu - dodał.

Były prezydent zapytany został również o słowa szefa Rady Europejskiej, byłego premiera Donalda Tuska, który na początku października w Krakowie mówił m.in., że nie wyobraża sobie, aby setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości obchodzić w atmosferze "tak dotkliwego, tak brutalnego podziału, jaki dzisiaj w Polsce mamy".

Według Komorowskiego, "taki głos jest potrzebny". Pytany, czy wygaszenie konfliktu PO-PiS jest możliwe, odparł, że tak, ale pod warunkiem "aktywnej roli wiarygodnego prezydenta".

- Kiedy inni prują po szwach sporów partyjnych tkaninę narodową, głowa państwa powinna ją zszywać. Jeśli nie z poczucia obowiązku, to przynajmniej z powodu politycznej kalkulacji - podkreślił Komorowski. Jego zdaniem, prezydent Andrzej Duda "takiej zdolności krawieckiej nie ma".

W jego ocenie, Tusk "wystąpił trochę w roli przyszłego kandydata na prezydenta". - Cieszę się z tego powodu, myślę, że ludzie tego od niego oczekują - powiedział. Jak zapewnił, będzie wspierał Tuska "ze wszystkich sił", jeśli ten zdecyduje się na start w wyborach prezydenckich.