- Jesteśmy jednym z głównych graczy na światowych rynkach żywności i kwestionowanie wizerunku polskiej żywności, podkreślanie patologii, która została wskazana przez działającego - jak sądzę - w dobrej wierze dziennikarza, może zaszkodzić temu wizerunkowi - mówił minister na poniedziałkowej konferencji prasowej.

Ardanowski odniósł się do reportażu wyemitowanego przez TVN24 o nielegalnym uboju chorych krów, który odbywał się w nocy bez nadzoru weterynaryjnego w rzeźni w powiecie Ostrów Mazowiecka. W ubiegłym tygodniu Główny Inspektorat Weterynarii poinformował o cofnięciu zgody na prowadzenie działalności rzeźni.

- Organizacje branżowe są zgodne, trzeba podjąć zdecydowane działania w celu naprawienia sytuacji i zero tolerancji dla patologii - podkreślił Ardanowski.

- Kary więzienia dla właścicieli zakładu, zakaz prowadzenia działalności gospodarczej, zakaz wykonywania zawodu przez lekarzy weterynarii, którzy brali udział w tego rodzaju procederze, wprowadzanie monitoringu w ubojni, ale również monitoring w samochodach transportujących zwierzęta, kontrole pośredników zajmujących się handlem zwierzętami, kontrola dobrostanu zwierząt - wyliczał Ardanowski przedsięwzięcia, które ma zamiar podjąć resort rolnictwa.

- Rolnik musi wiedzieć, gdzie może się zwrócić w przypadku, gdy np. krowa złamie nogę i też w przypadku innych problemów. Trzeba pomóc rolnikom w zakresie pokrycia niektórych kosztów związanych z uśmierceniem zwierzęcia, które nie rokuje na wyleczenia, ale również jak zagospodarować zwierzęta, które ulegną wypadkowi - mówił. - Rozważę możliwości wystąpienia o wzmocnienie finansowe w tej materii.

Dodał, że jest również problem ubezpieczeń bydła od upadków - ta sprawa również wymaga współpracy z rolnikami i wsparcia finansowego.

- Przygotowuję zmianę do ustawy weterynaryjnej, która ma w krótkim czasie doprowadzić do uszczelnienia tego systemu i udowodnić światu, że w pełni kontrolujemy sytuację w zakresie nadzoru nad bezpieczeństwem żywności - powiedział. - Niezależnie od tego, że ten przypadek bardzo nadwyrężył naszą reputacje, nie możemy dopuścić do tego, by na zasadzie rozciągania odpowiedzialności ten przypadek w sposób istotny na długie lata rzutował na wizerunek polskiej żywności.

- Lekarze weterynarii stwierdzili, że to było mięso w pełni bezpieczne i zdrowe, to jak można mówić o chorym mięsie z chorych krów. Trzeba miarkować się w ocenach - mówił Ardanowski.

Podkreślał, że ujawniono proceder nielegalnego uboju bez obecności weterynarza, a nie uboju chorych zwierząt. - Twierdzenie, że na rynek europejski trafiło chore mięso z chorych krów lub mięso od zwierząt zdechłych, czyli padlina jest nadużyciem - mówił minister. Stwierdził, że "nikt tego nie zamiecie", jest prowadzone śledztwo.

Ardanowski: Jeżeli ktoś dopuszcza się fałszowania żywności, jest zagrożony więzieniem

- Jeżeli ktoś dopuszcza się fałszowania żywności, za to jest zagrożenie więzieniem - powiedział Ardanowski w Telewizji Polskiej. Jak dodał, "czy to właściciele firmy, czy robotnicy, którzy przy tym pracowali, czy kierowcy, czy również rolnicy, nie mogą odpowiedzialności uniknąć".

Wcześniej podczas konferencji prasowej szef resortu zapowiedział kary więzienia dla właścicieli zakładów, zakaz prowadzenia działalności gospodarczej, zakaz wykonywania zawodu przez lekarzy weterynarii, którzy brali udział w tego rodzaju procederze, ale też wprowadzanie monitoringu w ubojni, monitoring w samochodach transportujących zwierzęta, kontrole pośredników zajmujących się handlem zwierzętami, kontrola dobrostanu zwierząt - to lista przedsięwzięć, jakie zamierza podjąć resort rolnictwa, by przeciwdziałać procederowi nielegalnego uboju krów.

Ardanowski stwierdził, że "polski system nadzoru weterynaryjnego działa". "Owszem, produkcja wołowiny w Polsce i Europie rozwija się bardzo dynamicznie". Jak dodał, być może procedury weterynaryjne i liczba zatrudnionych lekarzy nie nadąża za tym rozwojem.

- Zgłoszę w najbliższych dniach zmianę ustawy weterynaryjnej, która rozszerza odpowiedzialność inspekcji weterynaryjnej - powiedział. - Nie może być sytuacji, która była od wielu, wielu lat, że inspekcja weterynaryjna lekarzom prywatnej praktyki zleca badania w zakładach i oni stają się pracownikami tego zakładu - powiedział minister rolnictwa.

Jak dodał, dochodzi do sytuacji, gdy właściciel zakładu płaci swojemu pracownikowi za to, że on ma kontrolować ten zakład.