Od 4 marca możemy składać wnioski o wydanie nowych dowodów osobistych, wyposażonych w warstwę elektroniczną. Do zeszłego piątku urzędnicy przyjęli już 134 tys. takich zamówień. Kolejne są składane na bieżąco w urzędach lub drogą internetową przez platformę ePUAP. Dokumenty są produkowane pod nadzorem Centrum Personalizacji Dokumentów (CPD), jednostki podległej MSWiA. Po wyprodukowaniu i naniesieniu danych posiadacza na blankiet jest on następnie rozsyłany do urzędów gmin, a na końcu trafia do rąk obywateli.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że już w miniony wtorek z resortu cyfryzacji (MC) wyszła dyspozycja, by wstrzymać wysyłkę do gmin. Okazało się, że pewna partia już wyprodukowanych e-dowodów ma wadę – nie wgrał się na nie certyfikat podpisu osobistego. To ważny element nowego dowodu, bo w niedalekiej przyszłości zagwarantuje możliwość załatwiania wielu spraw urzędowych drogą elektroniczną. Co istotne, nie wszystkie e-dowody są wyposażone w podpis osobisty. Nie jest on obowiązkowy, a w trakcie składania wniosku o jego wydanie każdy obywatel deklaruje, czy chce go mieć. Problem więc potencjalnie dotyczył tych osób, które zażyczyły sobie wgrania tej funkcjonalności, a z jakichś powodów jej zabrakło.

Ministerstwo Cyfryzacji przekonuje, że usterkę szybko wychwycono, problem rozwiązano, a jego skala była marginalna. – Do urzędów zostały wysłane tylko 702 wadliwe dokumenty. Wszystkie zostały unieważnione. W pięciu przypadkach obywatele je odebrali – podaje Karol Manys z MC. O sprawie jako pierwsze informowało RMF FM. Resort zapewnia, że produkcja e-dowodów idzie już zgodnie z planem, a system informatyczny jest „w trakcie stabilizacji”. Jednak deklaracja o 702 sztukach wadliwych blankietów nie eliminuje wszystkich znaków zapytania. Z naszych ustaleń z piątku wynika, że od 4 marca wyprodukowano w sumie 50 tys. blankietów. Problem wykryto w ubiegłym tygodniu i w okolicach środy lub czwartku wgrano łatkę do systemu informatycznego eliminującą problem.

Do tego czasu dokumenty były jednak w produkcji. Ministerstwo informuje o 702 wadliwych dowodach, ale tylko tych, które zostały wysłane do urzędów gmin. A co, jeśli było ich więcej, tylko po prostu nie zdążyły zostać wysłane do urzędów? Jedno z naszych źródeł twierdzi, że w sumie w połowie ubiegłego tygodnia mogło być ok. 3 tys. wadliwie wyprodukowanych e-dowodów. Inny rozmówca powiedział nam w piątek o 5 tys. sztuk. To oznaczałoby, że wspomniane 702 sztuki zdążyły już ruszyć w konwojach do gmin, a resztę udało się zatrzymać jeszcze przed ich wyjazdem w Polskę. Tak czy inaczej wszystkie nadają się do utylizacji. Koszt produkcji jednego blankietu z czipem – jak wynika z rządowej dokumentacji – to niecałe 30 zł. Jeśli faktycznie trzeba zniszczyć 5 tys. blankietów, straty oscylowałyby wokół 150 tys. zł.

O te szacunki zapytaliśmy w MC. Usłyszeliśmy, że resort nie ma takiej wiedzy oraz że i tak interesuje go tylko finalny efekt, czyli to, ile dokumentów dostarczono do gmin i wydano obywatelom. Poza tym wadliwe dowody zdarzały się także wcześniej, przy produkcji tradycyjnych blankietów. Problem z odpowiedzią mają też nasi rozmówcy z MSWiA. – W pierwszym tygodniu zachodziło wiele zmian w systemie informatycznym, w związku z tym wolumen produkcji nie był za duży, a do gmin wychodziło niewiele paczek z gotowymi dowodami. Skala problemu podawana przez MC może być więc prawdopodobna, choć równie dobrze może być nieco większa – ocenia nasze źródło. Oficjalnej odpowiedzi od resortu czy CPD brak.

Sytuacja wywołała zamieszanie w urzędach. Na zamkniętych forach internetowych zaniepokojeni urzędnicy w zeszłym tygodniu wymieniali się informacjami. Jeden z nich pisze, że do jego urzędu trafiły pierwsze gotowe e-dowody, jednak o statusie „unieważnione”. Jak twierdzi, system informatyczny podaje, że unieważnienia dokonał jego urząd, jednak imię i nazwisko osoby „dokonującej tej czynności” jest urzędnikom nieznane (prawdopodobnie to pracownik rządowy). Inny urzędnik sprawdził na stronie Obywatel.gov.pl, co się stało z jednym z takich unieważnionych e-dowodów, i ku jego zdziwieniu okazało się, że ma status „odebrany”. Kolejny pracownik urzędu gminy twierdzi, że odebrał telefon z resortu cyfryzacji z prośbą o sprawdzenie jednego dostarczonego e-dowodu i jego niewydawanie.

O sprawę zapytaliśmy największe miasta. Część nie odnotowała problemów. Ale np. w Katowicach natknięto się na unieważnione dokumenty – przygotowane na podstawie wniosków, które przesłano za pośrednictwem platformy ePUAP. – Aktualnie oczekujemy na wyjaśnienie oraz podanie procedur dalszego postępowania w tej sprawie ze strony CPD – powiedział nam Krzysztof Kaczorowski z urzędu miasta. W Łodzi słyszymy, że nieprawidłowo spersonalizowane e-dowody zostały unieważnione przez pracownika MSWiA. Wnioski zostaną powtórnie wprowadzone do Rejestru Dowodów Osobistych przez MSWiA (bez udziału urzędu miasta) według kolejności ich składania.

Do dziś konfuzja wśród samorządowców jest spora. – Byli zaskoczeni sposobem odkręcania tematu przez rząd. Trochę tak, jakby ktoś chciał sprawę wyciszyć. Ale samorządowcy zaczęli się skarżyć, także mediom, i sprawa się rozlała – twierdzi jeden z naszych rozmówców. – A co mieliśmy zrobić? Dobrze, że problem namierzono teraz, a nie później, gdy dziesiątki tysięcy wadliwych blankietów poszłyby w Polskę – odpowiada osoba z kręgów rządowych. MC podkreśla, że problem nie będzie skutkować potrzebą ponownego składania wniosków, a dokumenty zostaną wydane w ustawowym terminie. Tymczasem jeszcze w piątek rządowa e-usługa „Sprawdź, czy dowód osobisty jest gotowy” była wyłączona. Powód? Trwające „prace modernizacyjne, które pozwolą nam zapewnić najwyższą jakość usługi”.