Jest potrzeba strategicznego i militarnego wzmocnienia obecności USA w Polsce – mówił wiceminister obrony Tomasz Szatkowski w Waszyngtonie na oficjalnej prezentacji raportu ośrodka analitycznego Center for Strategic and Budgetary Assessments. Publikacja nosi tytuł „Wzmacnianie obrony wschodniej flanki NATO”, ale zasadniczo dotyczy Polski i amerykańskiej obecności w naszym kraju. W tworzeniu raportu duży udział (zarówno w warstwie merytorycznej, jak i organizacyjnej) mieli przedstawiciele Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Do konsultacji o stanie faktycznym Ministerstwo Obrony Narodowej delegowało też żołnierzy różnych rodzajów sił zbrojnych. Jednak część wniosków w raporcie jest zupełnie wbrew deklaracjom obecnego kierownictwa MON, co świadczy o niezależności CSBA.

Jeśli chodzi o obecność wojsk USA, to analitycy postulują, by w Polsce było dowództwo dywizji (obecnie w Poznaniu znajduje się Element Dowodzenia Misją, czyli około stu żołnierzy – pełne dowództwo może liczyć nawet tysiąc osób) oraz kolejna ciężka brygada. Ich zdaniem powinny się tu znaleźć dwa dodatkowe bataliony artylerii dalekiego zasięgu (de facto chodzi o system Himars, na którego dostawę ostatnio podpisaliśmy umowę). Jak już pisaliśmy na łamach DGP w listopadzie, Fort Trump należy rozumieć jako wzmocnienie amerykańskiej obecności w Polsce, a nie powstanie od podstaw nowej bazy z powiewającą nad nią flagą Stanów Zjednoczonych. O rekomendacjach mówiących o wzmocnieniu obecności USA słychać w kręgach obronnych już od jakiegoś czasu. Teraz – dzięki raportowi CSBA – taka koncepcja ponownie trafiła do najwyższych amerykańskich władz. Autorzy opracowania w dniu jego prezentacji spotkali się bowiem na śniadaniu z kongresmenami zajmującymi się obronnością, a dzień wcześniej m.in. z ludźmi z otoczenia prezydenta Donalda Trumpa. Jako kontrargumenty dla zwiększenia obecności militarnej w Polsce za Atlantykiem padają m.in. pytania o to, dlaczego akurat Stany Zjednoczone mają to robić, i pojawia się kwestia tego, czy Rosja nie odbierze tego jako prowokacji. Z tym że warto mieć w pamięci, że przez lata obecność wojsk sojuszniczych w Polsce była minimalna, a to w żaden sposób nie powstrzymało agresywnej polityki naszego wschodniego sąsiada.

Oczywiście to tylko raport ważnego, ale tylko jednego z kilku liczących się think tanków w Waszyngtonie. W jakimś stopniu wpływa to na debatę amerykańską, ale to nie jest tak, że nagle radykalnie zmieni się stanowisko USA. W najbliższych tygodniach powinien zostać opublikowany raport Pentagonu w tej sprawie. – W moim przekonaniu, po odejściu generała Mattisa ze stanowiska sekretarza obrony szanse na zwiększenie obecności wojsk USA w Polsce rosną. Bo to wygląda tak, że administracja prezydenta była „za”, Departament Stanu również, a Pentagon robił wszystko, by te decyzje opóźnić – wyjaśnia DGP osoba związana ze światem obronności w Waszyngtonie. Wydaje się, że jeśli faktycznie Amerykanie zdecydują się na kolejną rotacyjną brygadę w Polsce, to będzie to dla nas duży sukces. Ale do takiej decyzji droga jest jeszcze bardzo daleka.

Z polskiej perspektywy być może nawet ciekawsze niż rekomendacje dla Amerykanów są zalecenia analityków dla Wojska Polskiego. Przede wszystkim postulują oni zwiększenie naszej gotowości bojowej i większy realizm ćwiczeń. Jest to tym bardziej bolesne, że w tym wypadku nie chodzi o (duże) pieniądze, a po prostu o nieudolność organizacyjną i kulturę zarządzania. W raporcie CSBA zapisano również, że powinniśmy inwestować w takie systemy uzbrojenia jak artyleria dalekiego zasięgu, system antyrakietowy czy samoloty piątej generacji. I deklaratywnie faktycznie MON to realizuje, z tym że w wymiarze szczątkowym. Zamiast trzech planowanych dywizjonów artylerii kupiliśmy jeden, zamiast ośmiu baterii systemu Patriot – kupiliśmy dwie. Jeśli chodzi o samoloty bojowe, to ostatnio minister obrony Mariusz Błaszczak zadeklarował, że nabędziemy te piątej generacji, czyli tak naprawdę F-35. Ale trudno uznać, że w tej sprawie cokolwiek jest już przesądzone. Autorzy raportu położyli także nacisk na modernizację, szczególnie sił lądowych, oraz wzmocnienie systemu dowodzenia i łączności, a także wzrost zdolności do cyberobrony. To, na czym powinniśmy się skupić, to również inwestycje w infrastrukturę – w tym mosty, szczególnie przez Wisłę – by umożliwić szybki przerzut wojsk sojuszniczych do Polski. W rozmowie z DGP autorzy raportu stwierdzili, że z naszego punktu widzenia bezużyteczne będą śmigłowce bojowe (niewielkie szanse na przeżycie na polu walki) czy okręty podwodne. To stanowisko sprzeczne z deklaracjami resortu obrony, a z punktu widzenia obecnego kierownictwa MON – wręcz rewolucyjne. Autorzy piszą też wprost, że Wojsko Polskie nie musi być większe, za to powinno mieć większe zdolności. To też kłóci się z mantrą powtarzaną przez resort, że powinniśmy zwiększyć liczebność naszej armii. Pozytywnie Amerykanie wypowiadają się o Wojskach Obrony Terytorialnej.

Obecnie w Polsce są ponad 4 tys. żołnierzy amerykańskich. Mimo ożywionych rozmów polsko-amerykańskich nie ma co się spodziewać zbyt szybko kolejnych oddziałów sojuszniczych. Nawet jak już Amerykanie się na coś zdecydują, co może zająć jeszcze sporo czasu, to szczegółowe negocjowanie umowy zajmie co najmniej kilka miesięcy. To oznacza, że środki na ten cel na pewno nie znajdą się w amerykańskim budżecie na 2020 r. (za Atlantykiem rok budżetowy zaczyna się 1 października). Jeśli nie zajdą więc jakieś nadzwyczajne okoliczności, najwcześniej wzmocnienia obecności można się spodziewać na przełomie lat 2021–2022. W listopadzie 2020 r. Amerykanie będą wybierać prezydenta. A to też może mieć wpływ na ewentualną relokację wojsk i jej harmonogram.