"To argument jak z magla" - można usłyszeć od polityków różnych opcji, choć nikt oficjalnie w sprawie wczorajszych wypowiedzi byłęgo wicepremiera jeszcze się nie wypowiadał. Co wywołało takie zażenowanie ludzi, przyzwyczajonych do wylewania na głowy wiader pomyj?
Zaczął Giertych. "Jestem w tym programie w trudnej sytuacji, bo panowie przyszli parami. Już premier Kaczyński powiedział, że mamy w rządzie opcję, wie pan, panie pośle, jaką. Panowie dzisiaj przyszli w dwójkę. Widziałem, jak żeście wchodzili, to nie wiem, czy za rączkę żeście się nie trzymali" - w ten sposób były minister edukacji powitał dwóch polityków z PiS - Joachima Brudzińskiego i Krzysztofa Putrę.
"Ja mam więcej synów i córek niż pan elektoratu" - próbował odgryzać się Krzysztof Putra, a Roman Giertych szybko ripostował: "To jest pan jak Abraham po prostu. Patriarchat!".
"Nie chcę wracać do tego poziomu, bo ten poziom należałoby rozwiązać po podlasku u pana marszałka, a po marynarsku albo po góralsku u mnie. Dlatego w moich oczach już nigdy nie będzie pan ani premierem, ani ministrem. Będzie pan tylko Romanem Giertychem" - stwierdził Joachim Brudziński.
Ale nieoficjalnie wiadomo, że niewybredne sugestie szefa LPR mogą mieć swój ciąg dalszy. Wielu polityków jest oburzonych wypowiedziami Giertycha i kto wie, czy za chwilę nie będziemy mieć kolejnego procesu w trybie wyborczym.
Platforma pozywa dzisiaj wicepremiera Gosiewskiego właśnie w wyborczym trybie, Andrzej Lepper zamierza pozwać Wojciecha Olejniczaka, niewykluczone więc, że na wokandę mogą trafić też wypowiedzi Giertycha.