Morawiecki pytany, jak odbiera "agresywne wypowiedzi w debacie publicznej, zwłaszcza ze strony opozycji", odpowiedział, że "ze smutkiem i niepokojem".

Debata publiczna powinna być wyważona, a wypowiedzi rozważne. Podnoszenie temperatury sporu nikomu nie służy, a na pewno szkodzi Polsce. Agresywny język łatwo może zamienić się w agresywne działania. Dlatego chcę mocno zadeklarować, że jako rząd wyznajemy zasadę: zero tolerancji dla przemocy w życiu publicznym. Zero słów, zero haseł, zero gestów, które krzywdzą innych - powiedział premier.

Przemoc może być zarówno fizyczna, jak i słowna. Każda przemoc spotka się z naszej strony ze zdecydowaną reakcją. Nie wszystkim złym wypowiedziom czy działaniom da się zawsze zapobiec, ale zawsze należy wyciągać sprawiedliwe konsekwencje - dodał.

Morawiecki ocenił, że obecnie temperatura "walki politycznej" przekroczyła dopuszczalny poziom.

Na pewno tak jak wielu Polaków mam poczucie, że temperatura walki politycznej przekroczyła dopuszczalny poziom. Oczywiście spór w polityce jest naturalny i twórczy, ale tylko jeśli przyświeca mu troska o dobro wspólne, debata. Zachęcam więc do konstruktywnego sporu. Spierajmy się o Polskę, zachowując jednocześnie wrażliwość i szacunek dla innych - mówił szef rządu.

Pytany o zarzuty wobec rządu PiS, dotyczące "końca demokracji", odparł, że te zarzuty "trudno traktować poważnie".

Polska jest krajem demokratycznym, to obywatele decydują, komu powierzają stery państwa. Prawo i Sprawiedliwość złożyło cztery lata temu Polakom pewne obietnice, zostaliśmy obdarzeni zaufaniem i dziś te obietnice realizujemy. Wiem, że dla opozycji to trudne do przyjęcia, wiem, że trudno pogodzić im się z faktem, że rząd obietnice potrafi realizować, ale to nie powód do rzucania takich oskarżeń - ocenił szef rządu.

Jednocześnie uważam, że jako rządzący, powinniśmy dawać przykład i wymagać od siebie wysokich standardów. Oczywiście, przy takiej temperaturze sporu łatwo dać się sprowokować, łatwo powiedzieć o jedno słowo za dużo, ale stoję na stanowisku, że nie możemy dać się sprowokować drugiej stronie. Będą ciosy poniżej pasa, bo wiele grup interesów walczy o powrót do tego niedemokratycznego El Dorado, które kiedyś było - dodał premier.