Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz oraz była wiceminister finansów Elżbieta Chojna-Duch są kandydatami Prawa i Sprawiedliwości do Trybunału Konstytucyjnego.

Czas pokaże, czy w ogóle sędzią Trybunału zostanę. Zgłoszenie kandydatury to początek drogi. Myślę, że bardzo ważne jest zdobyte przeze mnie doświadczenie w tworzeniu i stosowaniu prawa. Przez kilkadziesiąt lat wykonywałem prawo, a przez 14 lat aktywnie uczestniczyłem w tworzeniu prawa - podkreślił w rozmowie z portalem TVP Info Piotrowicz.

Zarówno w Senacie, jak i w Sejmie przez te lata pracowałem w komisji ustawodawczej i w komisji sprawiedliwości. W poprzedniej kadencji, kiedy PiS było w opozycji, kilkadziesiąt razy reprezentowałem stanowisko Sejmu przed TK. Mam więc również doświadczenie w zakresie funkcjonowania tej instytucji - dodał polityk.

Jak zaznaczył, o tym, że zapadła decyzja o zgłoszeniu jego kandydatury do TK, dowiedział się kilka dni temu. Podkreślił, że to dla niego zaszczyt i wyróżnienie uzyskać rekomendację z takiej partii, jaką jest PiS.

Spodziewałem się natomiast wściekłości nieprzychylnych mi mediów. Nie pierwszy zresztą raz doświadczam niemerytorycznej krytyki, a wręcz ordynarnego hejtu - mówił.

Na uwagę, że w kontekście kandydatur Krystyny Pawłowicz i jego pojawia się zarzut, iż PiS wprowadza polityków do TK, odparł: "Przed paroma laty, wspólnie z panem profesorem, wtedy senatorem, Leonem Kieresem prowadziliśmy liczne dyskusje prawne i polityczne w ramach prac w Senacie. Obydwaj byliśmy senatorami. Pan profesor Leon Kieres z Senatu poszedł prosto do Trybunału".

Pytany o to, że politycy opozycji nazywają go "prokuratorem stanu wojennego" Piotrowicz zaznaczył: "Ten nowy termin stworzono specjalnie, żeby mnie zdeprecjonować. Nie było nigdy takiej funkcji +prokurator stanu wojennego+, w tym czasie swoje śledztwa prowadziło kilka tysięcy prokuratorów, a ten tytuł +nadano+ akurat mnie, jakbym jakąś szczególną nadzorczą rolę w tym czasie (pełnił)".

Zarzucanie mi, że byłem prokuratorem w PRL, to nic nowego, ale już nikt nie mówi o tym, że po wprowadzeniu stanu wojennego skrytykowałem go, za co spotkały mnie szykany ze strony przełożonych, i złożyłem wypowiedzenie z pracy. W dwóch politycznych sprawach, z którymi się później zetknąłem, zapadło umorzenie. O pozytywnej ocenie mojej aktywności w czasach PRL ze strony środowisk opozycyjnych najlepiej świadczy fakt, że gdy zostałem senatorem, zarząd regionu podkarpackiej Solidarności poprosił mnie, żebym otworzył biuro senackie w ich budynku, co będzie dla "S" zaszczytem - powiedział Piotrowicz.

Jako prokurator nie prowadziłem spraw o charakterze politycznym. Moja praca w prokuraturze polegała na tym samym, na czym praca wielu prokuratorów polega dziś, a więc na prowadzeniu śledztw o charakterze kryminalnym, gospodarczym; takie śledztwa prowadziłem. Zetknąłem się z dwoma sprawami politycznymi. W obu sprawach nie ogłoszono wyroku, a w tym, żeby sprawy zakończyły się umorzeniem, miałem swój znaczny udział. I poniosłem z tego tytułu określone konsekwencje - dodał polityk PiS.