PAP zapytała kilku posłów różnych klubów, którzy mieli krótszą lub dłuższą przerwę w zasiadaniu w parlamencie o pierwsze wrażenia po ich powrocie na Wiejską.

Katarzynę Piekarską (KO), która nie zasiadała w Sejmie od 2007 roku, a wcześniej była nieprzerwanie posłanką od 1993 roku, pozytywnie zaskoczył postęp cyfryzacji. Gdy byłam posłanką 12 lat temu, interpelacje składało się w wersji papierowej, natomiast w tej chwili nie można już ich tak złożyć, tylko robi się to za pomocą specjalnej platformy - opowiada. Na początku miałam nawet z tym pewien problem i pierwszą interpelację pomógł mi złożyć syn - dodaje.

Pozytywną zmianę zauważyła też w sejmowej restauracji, gdzie, jak zaznacza, jest więcej dań dla wegetarian. Można by jeszcze zrobić wersję wegańską, ale rozumiem, że to za następne 12 lat - mówi Piekarska.

Dobre wrażenie na posłance KO robi to, że znacznie więcej niż kiedyś jest w Sejmie mam z dziećmi, jest nawet przeznaczony dla nich specjalny pokój. Piekarska zaznacza, że gdy w 1999 roku jako posłanka urodziła dziecko w trakcie kadencji, wyglądało to gorzej. Ostatnio z panią Gajewską i panem Sienkiewiczem napisaliśmy tylko, żeby to pomieszczenie było w głównym budynku, żeby nie trzeba było dziecka ubierać itd. - mówi.

Negatywnie zaskoczyło ją natomiast to, że Sejm jest poprzegradzany. Kiedyś można było spokojnie się poruszać. Pamiętam czasy, gdy dziennikarze podchodzili pod gabinety marszałków, a w tej chwili jest z tym problem - zauważa. Również te barierki wokół gmachu Sejmu robią złe wrażenie. Myślę, że spokojnie można by je zdjąć, a stawiać tylko wtedy, gdy coś się dzieje - dodaje.

Piekarska jest także zaniepokojona trybem pracy Sejmu. Przypomina, że "kiedyś pewne rzeczy zapadały w ramach uzgodnień, a teraz prawie tego nie ma". Przykładem jest, jak dodaje, wybór do KRS przedstawicieli tylko jednego klubu.

To co negatywnie rzuca w oczy, to brak kompromisu i dyskusji. Przychodzi większość, głosuje co chce, a wnioski opozycji, nawet najbardziej słuszne, nie mają większego znaczenia. Skończyło się coś takiego, jak wypracowywanie kompromisu - mówi.

Nieco inne obserwacje ma Marek Dydych z klubu Lewicy, który zasiadał w wcześniej w Sejmie przez trzy kadencje w latach 1993-2005.

Zaskoczyła mnie ilość informacji, jaka płynie z Sejmu - mówi. Posłowie, zwraca uwagę, niemal z każdej swojej aktywności publikują zdjęcia z komentarzem w mediach społecznościowych, pokazując tak swoją aktywność.

Mam wrażenie, że wszyscy mają zadanie, żeby się pokazać przez media społecznościowe i ten codzienny, bezpośredni przekaz traktują bardzo poważnie, bo to kreuje ich wizerunek - ocenia Dyduch. To zupełnie inna bajka niż poprzednio, teraz stopień przekazu jest po prostu ogromny - dodaje.

Przyznaje, że teraz każdy poseł musi się do tego dostosować, choć dostrzega, że w tym jest "za dużo chwalenia, a za mało pracy".

Poseł Lewicy dostrzega też, że znacznie bardziej posunięta niż kiedyś jest niezdolność do kompromisu między klubami.

Mam wrażenie, że wszyscy wszystkich chcą ograć. Opozycja rządzącą partię, rządząca partia opozycję. Wszyscy publicznie nawołują do kompromisu, a w rzeczywistości to wygląda zupełnie inaczej. Nie ma ani realnego porozumiewania się, ani nie ma nawet takiej chęci - ubolewa Dyduch.

Przyznaje, że nowością tej kadencji jest duża liczba ludzi młodych, którzy nie mają doświadczenia w parlamencie, a mimo to uważają, że ich zdanie jest najważniejsze.

Nie zważają na tradycję, na mechanizmy, które są wypracowane przez lata - mówi poseł Lewicy. Jak ja zostałem pierwszy raz posłem, to dostałem opiekuna, który mnie wdrażał w te prace, a teraz wszyscy są najmądrzejsi - przekonuje.

Z kolei Zbigniew Girzyński (PiS), który był posłem w latach 2005-15 przyznaje, że nie dostrzega na razie wielkich różnic w pracy Sejmu w stosunku do poprzednich lat. Zastrzega jednak, że miał tylko cztery lata przerwy, a nawet w czasie tych czterech lat bardzo często bywał w gmachu parlamentu. Takie pytanie można zadać Januszowi Korwin-Mikke, który miał 26 lat przerwy w posłowaniu - zwraca uwagę.

Poseł PiS przyznaje zarazem, że pierwsze posiedzenie Sejmu może dawać mylne wrażenie, bo wtedy niemal wszyscy posłowie są zachwyceni i w dobrych humorach.

Nie licząc kilku posłów, pokroju Jarosława Kaczyńskiego czy Grzegorza Schetyny cała reszta jest po prostu zadowolona, że wygrała wybory i po raz kolejny zasiada w ławach poselskich, co nie jest takie oczywiste. Bo przecież po kilkudziesięciu posłów z PiS czy z PO z ostatniej kadencji do Sejmu się nie dostało, nawet po wielu latach zasiadania - zwraca uwagę.

Wspomniany przez Girzyńskiego Janusz Korwin-Mikke z Konfederacji (dotąd był posłem tylko w I kadencji 1991-93), pytany o dostrzeżone po latach różnice mówi: Nie przywykłem, że jedna partia ma absolutną dominację, a reszta nie ma nic do gadania. To znaczy do gadania ma, ale tylko do gadania.

Przyznaje zarazem, że w dzisiejszym Sejmie "jest jeszcze głupiej niż było". Ale to normalne, jak jest demokracja, to z wyborów na wybory jest coraz gorzej. To widać także w Ameryce, jaki był poziom parlamentu 100 lat temu, a jaki jest teraz - ocenia poseł Konfederacji.