Nie potrzebuję przeprosin od obecnego ministra obrony narodowej - twierdzi Radek Sikorski, były szef MON i kandydat na szefa MSZ. Nie pozwie go też do sądu za nazwanie zdrajcą. "Wolę, żeby ludzie przeczytali moją książkę i sami zapoznali się z moją drogą polityczną" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM.
KAMILA WRONOWSKA: Aleksander Szczygło ostro pana zaatakował. Powiedział, że jest pan zdrajcą i nie raz miał ochotę
panu przyłożyć. Toczy pan wojnę z obecnym szefem MON?
RADOSŁAW SIKORSKI: Ja się kuruję po operacji zatok i przegrody nosa. Z nikim nie wojuję.
Ale jest pan pod ostrzałem. Najpierw skrytykowali pana bracia Kaczyńscy, teraz Szczygło. Widać, że PiS w sprawie pana nominacji na szefa MSZ nie zamierza siedzieć cicho.
Wygląda to tak, jakby partia, która przegrała wybory, chciała określać kształt przyszłego rządu.
A może chce ostrzec nową ekipę przed udziałem pana w rządzie?
Niektórych rzeczy nie rozumiem. Jeszcze w marcu tego roku pan premier publicznie rekomendował mnie na ambasadora w USA, a teraz nagle przeszkadza mu moja wizyta w Waszyngtonie w 2005 r. Kraje takie jak Egipt, Izrael, Pakistan czy Turcja otrzymują od USA wyższą pomoc wojskową niż my i się tego nie wstydzą. Wszyscy nasi piloci F-16 są szkoleni w USA z funduszy pomocowych, w przyszłym roku ma dotrzeć pierwszy z partii samolotów transportowych Herkules. Myślę, że wokół projektu tarczy antyrakietowej też powinien powstać pakiet wzmacniający nasze zdolności obronne.
Jak sie pan czuje z piętnem zdrajcy, który porzucił PiS?
Nigdy nie należałem do PiS a decyzję o kandydowaniu z PO podjąłem, gdy sondaże faworyzowały obóz rządzący. Myślę, że niektórzy jeszcze nie zrozumieli, że społeczeństwo właśnie odrzuciło takie dewaluowanie wartości słów. Przypomnę też, że odchodząc z MON, mówiłem publicznie, że oddaję resort w dobre ręce mojego byłego zastępcy. Starałem się zachować zasady kurtuazji, które powinny obowiązywać pomiędzy byłymi ministrami. To pan minister Szczygło zaczął ataki na mnie za rzekomo złą decyzję o wysłaniu Rosomaków do Afganistanu. A teraz Rosomaki ratują życie naszych żołnierzy. Ministrowie obrony, nawet odchodzący, powinni bardziej ważyć słowa.
Ale to przecież pan powiedział o byłych kolegach z PiS: "jeszcze jedna bitwa i dorżniemy watahę".
To była metafora batalistyczna w konwencji wiecu. Tydzień przed wyborami gratulowałem Donaldowi Tuskowi zwycięstwa w debacie z premierem i powiedziałem, że nie doceniłem zmysłu taktycznego naszego przywódcy. Bo wprowadził przeciwnika w zadufanie, a potem jednym śmiałym manewrem zmienił bieg bitwy. I dodałem, że jeszcze jedna bitwa i dorżniemy watahy. W takim sensie, że osiągniemy pełne zwycięstwo. Jakoś inni nasi konkurenci nie odnieśli tego do siebie. Nie czuję się odpowiedzialny za czyjeś skojarzenia. A poza tym, w kampanii wyborczej padły mocne słowa ze wszystkich stron. A teraz jest czas na refleksje i wspólną pracę.
Szczygło oświadczył, że jeżeli pan przeprosi za watahę, on wycofa się ze słów o zdrajcy. Przeprosi pan?
Mnie przeprosiny nie są potrzebne. Każdy sam daje świadectwo swojej kultury osobistej.
To może pan pozwie szefa MON?
Wolę, aby ludzie przeczytali moją książkę "Strefa Zdekomunizowana" i sami wyrobili sobie zdanie o mojej drodze politycznej.
Jest pan kandydatem na szefa dyplomacji. W sobotę Donald Tusk powiedział w Londynie, że Polska nie będzie prosić USA o zniesienie wiz. Podkreślił, że kluczem w polskiej polityce zagranicznej są kontakty z Niemcami i Unią. Zgadza się pan z taką strategią?
Rzeczywiście, podniesienie przez Kongres maksymalnego pułapu odmów wiz, który kwalifikowałby nas do programu bezwizowego, w połączeniu z umacniająca się złotówką i mniejszą atrakcyjnością pracy w Stanach Zjednoczonych powoduje, ze problem wiz do USA może niedługo rozwiązać się sam. Natomiast Polska powinna być zarówno lojalnym członkiem europejskiej rodziny jak i dobrym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. To, że nie musimy wybierać, świadczy o tym, jak szczęśliwym jesteśmy pokoleniem.
RADOSŁAW SIKORSKI: Ja się kuruję po operacji zatok i przegrody nosa. Z nikim nie wojuję.
Ale jest pan pod ostrzałem. Najpierw skrytykowali pana bracia Kaczyńscy, teraz Szczygło. Widać, że PiS w sprawie pana nominacji na szefa MSZ nie zamierza siedzieć cicho.
Wygląda to tak, jakby partia, która przegrała wybory, chciała określać kształt przyszłego rządu.
A może chce ostrzec nową ekipę przed udziałem pana w rządzie?
Niektórych rzeczy nie rozumiem. Jeszcze w marcu tego roku pan premier publicznie rekomendował mnie na ambasadora w USA, a teraz nagle przeszkadza mu moja wizyta w Waszyngtonie w 2005 r. Kraje takie jak Egipt, Izrael, Pakistan czy Turcja otrzymują od USA wyższą pomoc wojskową niż my i się tego nie wstydzą. Wszyscy nasi piloci F-16 są szkoleni w USA z funduszy pomocowych, w przyszłym roku ma dotrzeć pierwszy z partii samolotów transportowych Herkules. Myślę, że wokół projektu tarczy antyrakietowej też powinien powstać pakiet wzmacniający nasze zdolności obronne.
Jak sie pan czuje z piętnem zdrajcy, który porzucił PiS?
Nigdy nie należałem do PiS a decyzję o kandydowaniu z PO podjąłem, gdy sondaże faworyzowały obóz rządzący. Myślę, że niektórzy jeszcze nie zrozumieli, że społeczeństwo właśnie odrzuciło takie dewaluowanie wartości słów. Przypomnę też, że odchodząc z MON, mówiłem publicznie, że oddaję resort w dobre ręce mojego byłego zastępcy. Starałem się zachować zasady kurtuazji, które powinny obowiązywać pomiędzy byłymi ministrami. To pan minister Szczygło zaczął ataki na mnie za rzekomo złą decyzję o wysłaniu Rosomaków do Afganistanu. A teraz Rosomaki ratują życie naszych żołnierzy. Ministrowie obrony, nawet odchodzący, powinni bardziej ważyć słowa.
Ale to przecież pan powiedział o byłych kolegach z PiS: "jeszcze jedna bitwa i dorżniemy watahę".
To była metafora batalistyczna w konwencji wiecu. Tydzień przed wyborami gratulowałem Donaldowi Tuskowi zwycięstwa w debacie z premierem i powiedziałem, że nie doceniłem zmysłu taktycznego naszego przywódcy. Bo wprowadził przeciwnika w zadufanie, a potem jednym śmiałym manewrem zmienił bieg bitwy. I dodałem, że jeszcze jedna bitwa i dorżniemy watahy. W takim sensie, że osiągniemy pełne zwycięstwo. Jakoś inni nasi konkurenci nie odnieśli tego do siebie. Nie czuję się odpowiedzialny za czyjeś skojarzenia. A poza tym, w kampanii wyborczej padły mocne słowa ze wszystkich stron. A teraz jest czas na refleksje i wspólną pracę.
Szczygło oświadczył, że jeżeli pan przeprosi za watahę, on wycofa się ze słów o zdrajcy. Przeprosi pan?
Mnie przeprosiny nie są potrzebne. Każdy sam daje świadectwo swojej kultury osobistej.
To może pan pozwie szefa MON?
Wolę, aby ludzie przeczytali moją książkę "Strefa Zdekomunizowana" i sami wyrobili sobie zdanie o mojej drodze politycznej.
Jest pan kandydatem na szefa dyplomacji. W sobotę Donald Tusk powiedział w Londynie, że Polska nie będzie prosić USA o zniesienie wiz. Podkreślił, że kluczem w polskiej polityce zagranicznej są kontakty z Niemcami i Unią. Zgadza się pan z taką strategią?
Rzeczywiście, podniesienie przez Kongres maksymalnego pułapu odmów wiz, który kwalifikowałby nas do programu bezwizowego, w połączeniu z umacniająca się złotówką i mniejszą atrakcyjnością pracy w Stanach Zjednoczonych powoduje, ze problem wiz do USA może niedługo rozwiązać się sam. Natomiast Polska powinna być zarówno lojalnym członkiem europejskiej rodziny jak i dobrym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. To, że nie musimy wybierać, świadczy o tym, jak szczęśliwym jesteśmy pokoleniem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|