Kiedyś dzierżył buławę marszałkowską. Teraz najwyraźniej przypadła mu rola gosposi domowej. Reporterzy "Faktu" zauważyli Ludwika Dorna w sklepie spożywczym.

Smętny i przygaszony, w niczym nie przypominał pewnego siebie władcy Sejmu, twardziela od wykształciuchów i dumnego pana suki Saby - czytamy w bulwarówce.

Do reklamówki Dorn włożył zaledwie mrożonkę owoców morza i wrócił do domu. Jego żona Iza Śmieszek-Dorn od lat jest wegetarianką. Ale o sobie też powinien pomyśleć. Bo dieta nie najlepiej mu służy - martwi się "Fakt".

"Wydaję z siebie samotny, nieco żałosny i śmieszny odgłos oburzenia, który trudno określić inaczej niż pisk" - wyznał ostatnio Dorn w swym internetowym pamiętniku.

Ludwikowi Dornowi musiały chyba zaszkodzić małże i ośmiorniczki. Gdyby zjadł soczysty kawał mięsa, pewnie zaryczałby jak lew - radzi bulwarówka.

Zajęta karierą charakteryzatorki i specjalistki od malowania ciał żona byłego marszałka powinna wziąć sobie to do serca. Pora ugotować mężowi dobry obiad - apeluje "Fakt".