Spór między Marcinkiewiczem a Dornem o spotkania z biznesmenem trwa już jakiś czas. "Teraz spotkania z Krauzem czy jego współpracownikami są równoznaczne z infamią. A szkoda, że Ludwik Dorn nie pamięta już, jak w 2005 roku wraz z Jarosławem Kaczyńskim i ze mną spotykał się z tym biznesmenem. I te spotkania go jakoś nie bulwersują" - mówił niedawno "Gazecie" Marcinkiewicz.

W ten sposób były premier odpowiadał na wcześniejsze zarzuty Dorna o zbyt bliskie kontakty z Ryszardem Krauzem i opóźnianie prac nad informatyzacją kraju. Marcinkiewicz tłumaczył, że to właśnie Dorn odpowiadał za informatyzowanie Polski i nic nie zrobił, a teraz próbuje zrzucić winę na innych.

"Ludwik Dorn miał wszelkie kompetencje, by informatyzować Polskę, a szczególnie administrację. Miał wielkie pole do popisu. Co było dalej? Wspomniany komitet powstał po moim odejściu z rządu i proszę sprawdzić, co udało im się zrobić. Nie ma żadnych efektów. Dziś Ludwik Dorn próbuje zatrzeć złe wrażenie, bo w tej dziedzinie nic nie zrobiono, i węszy rzekome związki moich współpracowników z Prokomem. To insynuacja. Draństwo niegodne Dorna" - mówił Marcinkiewicz.

Ludwik Dorn potrzebował aż pięciu dni, żeby przetrawić wypowiedzi byłego premiera. A jak już przetrawił, to odpowiedział - krótko, ale mocno.

"W wywiadzie udzielonym <Gazecie Wyborczej> 29 listopada bieżącego roku były premier Kazimierz Marcinkiewicz stwierdził, że w 2005 roku Jarosław Kaczyński, Kazimierz Marcinkiewicz i ja spotkaliśmy się wspólnie z biznesmenem Ryszardem Krauzem. Nigdy nie spotkałem się z Ryszardem Krauzem. Kazimierz Marcinkiewicz kłamie. Kazimierz Marcinkiewicz jest kłamcą" - napisał były marszałek sejmu w swoim blogu na portalu Onet.pl.