Aleksandra Dochnal nie zaprzeczyła w rozmowie z DZIENNIKIEM, że wraz mężem i córką byli na imprezie w hotelu. Zaraz jednak podkreśliła, że nie sponsorowali balu, który ma wesprzeć fundację "Awangarda” pomagającą osobom niepełnosprawnym.

Reklama

Szefowa fundacji Margaret Samborski, zapewnia, że nie zapraszała lobbysty, a nawet nie przypomina sobie, by go widziała. O obecności Dochnala na imprezie wie, ale od osób trzecich. Sama jest ciekawa, w jaki sposób na niej się znalazł. Czy w takim razie jego obecność to, według niej, coś złego? "Tego nie powiedziałam" - zaznacza. Samborski obiecała w ciągu godziny przesłać e-mail z listą sponsorów przyjęcia w Intercontinentalu, ale tego nie zrobiła. Nie odebrała też ponownie telefonu.

Także organizator niedzielnej imprezy, Brytyjska Szkoła Podstawowa nr 91 w Warszawie, nie przyznaje się do zaproszenia Dochnala. 'Mógł kupić bilet albo dostać go od któregoś ze sponsorów" - spekuluje jedna z nauczycielek koordynująca przedsięwzięcie.

Posłanka PiS Beata Kempa nie wierzy, że Dochnal znalazł się na takiej imprezie przypadkowo."Musiał być o niej poinformowany" - mówi była wiceminister sprawiedliwości. I dodaje: "Przyzwolenie, żeby osoby, które wyszły z aresztu, brylowały w mediach, na salonach, i robienie z nich bohaterów to zły sygnał".

W to, że można było nie zauważyć Dochnala na imprezie, nie wierzy Stefan Niesiołowski. "Musiałby mieć czapkę niewidkę. To zbyt znana twarz" - mówi polityk PO. Uważa, że udział Dochnala w imprezie charytatywnej to przejaw jego nieroztropności, a nawet głupoty. Sam wicemarszałek Sejmu deklaruje, że gdyby na podobnym spotkaniu zobaczył kogoś takiego jak Dochnal, po prostu by wyszedł.