O funduszu inwestycji samorządowych prezydent już kilkakrotnie wspominał w trwającej kampanii, a o jego możliwym kształcie pisaliśmy w czwartkowym „DGP”. Teraz poznaliśmy szczegóły planowanych rozwiązań, które mają pomóc Andrzejowi Dudzie w rywalizacji z Rafałem Trzaskowskim.

Reklama

Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że nowy fundusz zostanie zgłoszony jako poprawka do prezydenckiego projektu ustawy o Polskim Bonie Turystycznym, który dziś trafił do Sejmu. W sumie mowa o kwocie 6 mld zł, z czego 5 mld trafi do gmin, a 1 mld do powiatów. W założeniu środki te mają na celu podtrzymanie inwestycji w samorządach mimo pandemicznego zastoju w gospodarce. Dlatego pieniądze mają być przyznawane w oparciu o dotychczasowe plany inwestycyjne poszczególnych samorządów, którym grożą cięcia w związku z koronawirusem. Jak twierdzą nasze źródła, pojedyncza gmina będzie mogła liczyć na minimum 500 tys. złotych rządowego wsparcia. Maksymalna kwota to ok. 40 mln zł. Z kolei powiaty będą mogły otrzymać od 500 tys. zł do 20 mln zł. Z naszych wcześniejszych informacji wynikało, że pieniądze na inwestycje samorządowe mają pochodzić z funduszu COVID-owego i stanowić coś w rodzaju podfunduszu.

PiS już prowadzi zabiegi „podprowadzające” temat. Dziś Kancelaria Premiera opublikowała spot, w którym partia rządząca odpiera zarzuty Rafała Trzaskowskiego odnośnie tego, że szykanuje władze lokalne i dąży do centralizacji państwa. W spocie słyszymy zapewniania, że rząd PiS zapewnił samorządom wsparcie, „jakiego nie otrzymały nigdy”. Padają też konkretne kwoty, jakie miały trafić do samorządów dzięki „mądrej polityce gospodarczej i uszczelnieniu systemu podatkowego”. Przykładowo Warszawa otrzymała 2,4 mld zł więcej niż w 2015 roku, Kraków - 750 mln, a Wrocław - 600 mln złotych więcej. "Samorządy to jedna z najistotniejszych instytucji polskiej demokracji" - zapewnia lektor.

Samorządowcy w rozmowach z nami krytycznie odnoszą się do spotu. Ich zdaniem większe wpływy np. z PIT to efekt dobrej koniunktury gospodarczej, która jednak załamała się przez koronawirusa i dziś powoduje np. 40-proc. straty w PIT za kwiecień (w porównaniu do kwietnia ub. roku). Wskazują też, że wskutek reform rządu, takich jak obniżenie PIT z 18 do 17 proc. czy wprowadzenia „zerowego PIT dla młodych” ich dochody byłyby większe. Do tego dochodzą rosnące koszty funkcjonowania oświaty czy systemu gospodarki odpadami.

Niezależnie od tego, kto ma rację w tym sporze, z kampanijnego punktu widzenia samorządy mogą stać się jednym z głównych pól rozgrywki między Andrzejem Dudą a Rafałem Trzaskowskim. Kandydat KO, który sam jest samorządowcem, bardzo zabiega o wsparcie kampanijne ze strony lokalnych włodarzy. Wielokrotnie krytykował PiS za zapędy centralizacyjne i sam wychodzi z propozycjami typu „inwestycje za rogiem”, która zakłada 30 mln zł dla każdego miasta powiatowego w celach inwestycyjnych. Tymczasem Andrzej Duda, mając za sobą rząd, jest w stanie zaproponować niemal od ręki konkretne pieniądze dla wszystkich gmin.

Samorządowcy podchodzą do koncepcji funduszu z ostrożnym optymizmem. Ich największa obawa dotyczy tego, czy pieniądze nie będą dzielone według klucza politycznego. ‒ Diabeł tkwi w szczegółach. Mamy już Fundusz Dróg Samorządowych, w którym premier może odgórnie i w mało transparentny sposób decydować o wprowadzeniu zmian na listach projektów, które już przeszły weryfikację na szczeblu wojewodów i ministra infrastruktury. Premier może nie tylko zmienić czy skreślić projekty z listy, lecz nawet dopisać takie, które nie brały w ogóle udziału w naborach ‒ komentował dziś na łamach „DGP” Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich RP.