Ja nie walczyłem z ludźmi, z bezpieką. Ja walczyłem z systemem. Dlatego mnie dzisiaj popierają ci z tamtego systemu, bo oni w pewnym momencie też doszli do wniosku, że ten system jest zły. Chcieli zostać u władzy, ale chcieli zmiany systemu - mówił, w 40 rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych Lech Wałęsa, zapytany o to, jak stał się liderem strajku. Jego zdaniem, duży wpływ na jego karierę miało też wiejskie wychowanie, "w biedzie". Tam, kiedy się podejmowało decyzję, trzeba było to zrobić najlepiej. Ja oddałem wszystko, co miałem - rodzinę, żonę - do walki. Tylko tak można robić to dobrze. Ludzie to zauważają i wybierają - stwierdził na antenie TVN24. Przyznał jednak, że jego działania doprowadziły, że przegrał wszystko. Ja wszystko właściwie przegrałem, przegrałem dom, przegrałem dzieci, przegrałem wszystko. Dla Kaczyńskich - gorzko dodał.

Reklama

Wałęsa uważa bowiem, że w Polsce obecnie źle się dzieje. Wywalczyliśmy trójpodział władzy. Cały świat powinien stosować trójpodział władz. Inne systemy nie sprawdzają się. W Polsce jest to łamane - powiedział. Na początku Jarosławowi Kaczyńskiemu sąd przeszkadzał, to wyeliminował sąd. Ale jak się wyeliminuje jedno, to trzeba następne. I tak po kolei eliminuje wszystko - zauważył Wałęsa. Jednak - jak stwierdził - już nie zostało dużo, aż naród zrozumie i powie: 'dość'". Ale to się może źle skończyć - ostrzegał.

Wałęsa twierdził też, że to Kaczyński odpowiada za zarzuty o jego współpracę z SB. Jeśli wszystko mu udowodnicie, że zrobił "Bolka", że było to na jego zlecenie, nie chcę być w jego skórze. A prędzej czy później to wszystko musi wyjść. I wyjdzie - stwierdził. Czesław Kiszczak na koniec powiedział prawdę (…), że nie było żadnych dokumentów. A jego żona, postraszona, powiedziała co innego - wytłumaczył. Zapytany o swoje dawne słowa, że wtedy wszyscy - łącznie z nim - podpisywali papiery z SB odpowiedział: Tak. Jeszcze raz powtarzam. Ja nie walczyłem z bezpieką, walczyłem z systemem.