W sobotę napisaliśmy, że szef państwowego Narodowego Centrum Sportu (NCS) kłamał w kilku oświadczeniach, które składał jako warszawski urzędnik - zataił swoją działalność w kilku szwedzkich spółkach i nie podał informacji o majątku, jaki ma w Szwecji.
Wczoraj Borowski wydał oświadczenie, w którym napisał m.in.: "(...) nie jest prawdą, że od jesieni 2003 r., kiedy zostałem naczelnym architektem Warszawy, miałem udziały w jakichkolwiek spółkach (...)".
Zapowiedział, że pozwie autora tekstu, redakcję i wydawcę DZIENNIKA. Co na to jego przełożeni. "Nie jestem w gorącej wodzie kąpany, pan Borowski zostaje na stanowisku" - mówi minister sportu Mirosław Drzewiecki, który może odwołać Borowskiego.
"Ale we wtorek piszę zawiadomienie do urzędu skarbowego i Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Sprawdzenie informacji DZIENNIKA to zadanie dla tych służb. I nie powinno im zająć dużo czasu. Jeśli informacje o panu Borowskim się potwierdzą, będzie musiał odejść z NCS" - dodaje.
Niewykluczone, że sprawą zajmie się prokuratura. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski: "Analizujemy tekst DZIENNIKA. Trzeba sprawdzić, czy odpowiedzialność za te zarzuty się nie przedawniła".