W czwartek Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. Wyrok TK wywołał protesty w polskich miastach organizowane od w kolejnych dniach; protestujący gromadzili się m.in. w Warszawie przed domem szefa PiS i wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.

Reklama

W niedzielę w TV Republika Czarnek był pytany o styl manifestacji i udział w nich pracowników uczelni, a w tym kontekście o to, że na jednym z nagrań z protestów umieszczonych w mediach społecznościowych prof. Uniwersytetu Szczecińskiego powiedziała: Nie mam nic mądrego do powiedzenia. I nie, jak profesorka, tylko jak kobieta powiem: Jeb..ć i wypi..lać.

Mamy do czynienia z lewackimi rewolucjonistami, trzeba wprost nazywać rzeczy po imieniu. Dla lewackich rewolucji w państwie demokratycznym miejsca być nie może - skomentował Czarnek. Dodał, że protesty są ważnym elementem demokracji, ale w warunkach epidemii brak odpowiedzialności protestujących musi się spotykać z odpowiedzią ze strony państwa.

Po stronie lewicowo-liberalnej, wręcz lewackiej, mamy do czynienia z rewolucją i totalitaryzmem, chamstwem na niebywałą skalę. Wyobraźmy sobie, żeby posłowie PiS szli za takim transparentem z tak wulgarnym hasłem, z jakim chodzili manifestanci w piątek czy sobotę. Ale przyjęło się, że tej stronie liberalno-lewicowej wolno, w imię wolności, demokracji. Nam, stronie zdecydowanie większościowej, bo zdecydowana większość Polaków ma poglądy wolnościowe, nie wolno - trzeba trzymać się poprawności politycznej, tolerować wszystkie zachowania. Naszych zachowań oni nie tolerują - mówił szef resortu edukacji i nauki.

Reklama

Dodał, że dzisiaj wszyscy widzą różnice między manifestowaniem pokojowym, jak "protesty przeciwko kłamstwu smoleńskiemu", w obronie Telewizji Republika czy miesięcznice smoleńskie, "z modlitwą na ustach, bez wulgaryzmów, bez obscenicznych zachowań", a demonstracjami z wulgarnymi hasłami na transparentach.