Jarosław Zieliński z PiS, przewodniczący sejmowej speckomisji oświadczył w piątek, że przed komisją stawić się powinien nie tylko Bondaryk, a także premier Donald Tusk oraz szef MSWiA Grzegorz Schetyna. "Pan Zieliński jest chyba nieprzygotowany" - jeszcze w tym samym dniu skrytykował pomysł Tusk. Premier poinformował też, że zwołał już rządowe kolegium ds. służb, podczas którego będzie omawiany raport Agencji.
Politycy opozycji domagają się od ABW tłumaczeń, dlaczego w swoim raporcie o ostrzelaniu konwoju z prezydentami Lechem Kaczyńskim i Micheilem Saakaszwilim sformułowała radykalne tezy mówiące o tym, że "sytuacja została wykreowana przez stronę gruzińską". Dokument oparty głównie na informacjach pochodzących z mediów rosyjskich Bondaryk rozesłał do kilkunastu osób w państwie. Ujawnienie go przez DZIENNIK wywołało lawinę politycznych komentarzy.
Zbigniew Wassermann, były koordynator służb specjalnych uważa, że dokument sygnowany przez Bondaryka powstał na zlecenie polityczne. "Raport jest kompromitacją" - uważa były minister. Z kolei Janusz Zemke z SLD z ironią zauważył, że ABW tworząc analizy powinna korzystać nie tylko z białego wywiadu, czyli informacji podanych w mediach. Emocje stara się studzić Paweł Graś z PO: "To sprawa nadmuchana. Raport ABW jest zbiorem hipotez, które należy przedyskutować. Źle się stało, że dokument wyciekł do mediów ".
p
Takie teksty może powinny powstawać, ale nie w instytucjach, które sprawiają wrażenie, że mają dostęp do niedostępnych źródeł. W tym przypadku autorytet takiej
instytucji jak ABW został wykorzystany do sformułowania ocen, które są wątpliwe nawet politycznie.
Rząd i prezydent z takich raportów powinni dowiadywać się, jak może rozwijać się wewnętrzna scena polityczna Gruzji. Na przykład o tym, że nie wszyscy uczestnicy życia politycznego
szanują reguły demokracji, nie wyłączając prezydenta Saakaszwilego.
Tyle że moje przemyślenia wynikają z mojej intuicji, a ABW bazowała na doniesieniach rosyjskich. I to prasowych! Skoro Polska uważa Gruzję i Ukrainę za miejsca szczególnego zainteresowania
polityki zagranicznej, to powinniśmy o tych państwach wiedzieć więcej. A w tym przypadku ABW przyjmuje rosyjski punkt widzenia jako coś naturalnego!
Jak znam biurokrację, to decyzja o stworzeniu takiej notatki może mieć swoje źródło w doraźnych zachowaniach np. premiera.
Nie mam takiej wiedzy, ale tego nie wykluczam. Tusk mógł czekać na taki raport, tym bardziej że znalazły się w nim wszystkie wcześniej podnoszone krytyczne uwagi pod adresem prezydenta
Kaczyńskiego.
Tak się też zdarza. Jest problem statusu szefów służb, skąd oni się biorą. Powinni być autonomiczni, tak aby nie musieli się podlizywać.
Jak najgorzej. Trochę go poznałem. Nie wydawał mi się osobą wybitną, ale... może nie dostrzegłem tego błysku intelektu? Był w służbach, przeszedł do biznesu za wielkie pieniądze i
ciągle je biorąc, wrócił na szefa służb. To niedopuszczalne mieszanie ról. Dlatego premier powinien się go pozbyć.
Mocnych dowodów nie ma. Ale ingerencje na pewno są. Niechętnie patrzyłem np. na zaangażowanie Andrzeja Milczanowskiego w zwalczanie lustracji. Był twardą zaporą, a jednocześnie grzebał w
tych papierach, dając w nie wgląd Lechowi Wałęsie. Tak samo nie wiem, czy służby dobrze zrobiły po odejściu Milczanowskiego, umarzając sprawę moskiewskich pieniędzy. Albo blokując ruchy
Marianowi Zacharskiemu w trakcie afery Oleksego. Ale tak samo nie jest prawdą, że służby są sprawcami wszystkiego, co się dzieje w polityce.
Chyba chciała dobrze wypaść przed premierem. Ale przedobrzyła. Proszę pamiętać, że Bondaryk jest teraz pod presją.
Szukam jakiegoś motywu, bo ten raport jest kompromitujący.
Jeśli ktoś chce z nich troszkę skorzystać, to je chroni. To układ dwustronny. Bo nie tylko służby mają interesy do polityków. Jest też odwrotnie.
*Ryszard Bugaj, ekonomista, polityk, były członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych