Ci, którzy nie przepadają za ministrem finansów, mogą zatrzeć ręce z radości i głośno krzyknąć: Mamy cię! Tak jak w starym satyrycznym programie, Jacek Rostowski, dał się przyłapać na irracjonalnym zachowaniu. Tyle tylko, że nikt nie zastawiał na niego pułapki, a reżyserem i głównym aktorem tego skeczu był sam minister.
W programie "Mamy cię", żeby przyłapać gwiazdy na dziwnym zachowaniu, realizatorzy zastawiali na nie skomplikowane pułapki. Dziennikarze "Faktu" nie musieli się tak starać, by przyłapać znanego polityka na irracjonalnym zachowaniu. Co zrobił Jacek Rostowski?
Żeby było taniej, z ministerstwa do knajpki poszedł piechotą. Tyle że... niebo się zachmurzyło.
Wtedy Jacek Vincent Rostowski zadzwonił po limuzynę. Jednak nie po to, by przejechać 100 metrów do ministerstwa. Okazało się, że usłużny kierowca przywiózł ministrowi parasol - pisze "Fakt" i dodaje w swoim stylu: Także dlatego, że jego właściciel, który do takich celów wykorzystuje służbowy samochód, to największy w rządzie liczykrupa, tnący wydatki bez opamiętania - nam, ale nie sobie..."
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|