Śledczy zarzucają Czarneckiemu, że w latach 2009-2013, aby osiągnąć majątkową korzyść, doprowadził PE do niekorzystnego rozporządzenia 203 167 euro. Chodzi o tzw. "kilometrówki", czyli zwrot kosztów podróży. Polityk miał twierdzić, że mieszka w Jaśle, a w rzeczywistości była to Warszawa.

Reklama

W komunikacie zamojskiej prokuratury czytamy, że z zawiadomienia Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych prowadzi śledztwo ws. "doprowadzenia Parlamentu Europejskiego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości (…) przez posła do Parlamentu Europejskiego" Ryszarda Czarneckiego.

"Podał nieprawdę"…

Do tych zdarzeń miało dochodzić w Warszawie, Brukseli oraz Strasburgu. Jak podała prokuratura, Czarnecki postępował w ten sposób, że "w sporządzonych i podpisanych przez siebie dokumentachpodał nieprawdę, co do swojego miejsca zamieszkania w Polsce, wskazując, że miejsce to w kraju pochodzenia znajduje się pod dwoma adresami w Jaśle (woj. podkarpackie) w sytuacji, gdy jego faktycznym miejscem zamieszkania w Polsce była Warszawa".

Polityk miał też złożyć 243 wnioski o zwrot kosztów podróży, "w których podał nieprawdę, co do odbywanych podróży służbowych, w tym pojazdów, jakimi miał odbywać podróże i liczby przejechanych kilometrów, wprowadzając odpowiednie służby Parlamentu w błąd, co do wskazanych wyżej okoliczności".

To, jak ustalili śledczy, "miało wpływ na przyznanie mu zwrotu wydatków na podróże służbowe, dodatków pobytowych związanych z obecnością w posiedzeniach komisji w polskim parlamencie, diet związanych z czasem podróży oraz odległością z tytułu podróży, czym działał na szkodę wskazanej wyżej instytucji i uczynił sobie z popełnienia przestępstwa stałe źródło dochodu".

Reklama

Takich sytuacji było więcej - np. Czarnecki w lutym 2012 roku wpisał w rozliczeniu, że odbywał podróże fiatem punto cabrio. Tymczasem właściciel samochodu, poinformował, że samochód został rozbity 11 lat wcześniej, na tyle poważnie, że musiał zostać zezłomowany.

Czarnecki "zaskoczony"

W rozmowie z Interią Ryszard Czarnecki przyznał, że jest zaskoczony przedstawieniem wniosku, bez przesłuchania go. - Oddałem wszystkie środki finansowe. Środki zostały zwrócone już dawno. Parlament Europejski nie poniósł żadnego uszczerbku finansowego, również polski podatnik - przekazał eurodeputowany.

O możliwych nadużyciach Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) informował już w sierpniu 2020 roku. Akta sprawy były w polskiej prokuraturze już w 2019 roku.

Z kolei w rozmowie z Polską Agencją Prasową Czarnecki zapewnił, że "wszystkie środki, o które zwrócił się PE, już dawno zostały zwrócone". - Zależy mi na jak najszybszym wyjaśnieniu tej sprawy.

Jak dodał, o toczącym się postępowaniu nigdy nie był formalnie powiadomiony, a tym samym - nie był również nigdy przesłuchiwany i nie miał możliwości obrony swojego dobrego imienia. - Zwracam uwagę na interesującą koincydencję skierowania tej sprawy do Brukseli w momencie ustalania list wyborczych do Parlamentu Europejskiego - dodał Czarnecki.