W imieniu banku umowę zawarł "kasjer lewicy" Peter Vogel, szwajcarski bankier polskiego pochodzenia. Piechota twierdzi, że jego podpis w dokumencie mógł zostać zeskanowany.

Umowa została zawarta na drukach banku Coutts z Zurychu. W umowę wpisane jest nazwisko Piechoty z datą 15 września 1999 r. I numer z kopii paszportu. Na jej kartach widnieją podpisy wyglądające jak oryginalne parafy Piechoty. W imieniu banku podpisał Kopia paszportu znasię bankier Peter Vogel.

W dokumencie jako nazwę konta wpisano hasło "Archibald". Taka sama nazwa widnieje w części, w której mowa jest o rzeczywistym właścicielu środków zgromadzonych na koncie. To znaczy, że docelowo kontem mógł dysponować ten, kto poda hasło.

Pierwsza wpłata 100 tysięcy

Skąd prokuratura ma te dokumenty? We wrześniu 2008 r. prokuratorzy po raz trzeci przeszukali dom Vogla w podwarszawskim Piasecznie. Na płytach CD i pendrive’ach (przenośnych dyskach) bankiera odkryli zeskanowane dokumenty o jego klientach z Coutts. Wśród nich była umowa o otwarciu konta i skan paszportu na nazwisko Piechoty. "Vogel kopiował wszystkie dane o swoich klientach z komputerów w banku" - mówią nam prokuratorzy nadzorujący śledztwo.

Po przeszukaniu Vogel zeznał, że założył konto politykowi. Wyjaśniał, że Piechota podpisał umowę w Warszawie, w biurze ich wspólnego znajomego. Pierwsza wpłata na konto wyniosła 100 tysięcy dolarów.

Pokazaliśmy Piechocie wydruki zeskanowanej umowy. "To nie jest mój adres, nie mój numer telefonu. Podpis wygląda na mój, ale może został zeskanowany" - stwierdził.

Po co Vogel miałby sfałszować dokument? "Może żeby się chwalić? On szeroko opowiadał, kto ma u niego konto, by zyskać kolejnych klientów" - zastanawia się Piechota.

Piechota: może Vogel zapomniał dokumentów

Po zeznaniach Vogla prokuratura zrewidowała dom i warszawskie mieszkanie byłego ministra. "Szukali dowodów na to, że miałem konto w Szwajcarii" - przyznaje polityk.

Śledczy znaleźli u niego wydruki z konta firmy Dagomar Consulting. Formalnie jej prezesem był Tadeusz Filipczyński, ojciec Vogla. Zdaniem prokuratury był on tylko figurantem, "słupem", na którego otworzono konto spółki. Śledczy uważają, że pieniądze z konta "Archibald" trafiły potem na rachunek Dagomar Consulting.

"Przyjaźniłem się z Voglem. Często gościłem go w swoim mieszkaniu. Musiał kiedyś zostawić rachunki tej firmy" - tłumaczy Piechota. Były minister wspomina, że z Voglem pierwszy raz zetknął się w latach 90. "Zniknął nagle na chwilę w 1999 r." - wspomina Piechota.

W czerwcu 1999 r. Vogel trafił do aresztu na warszawskim Mokotowie. W rzeczywistości nazywał się Piotr Filipczyński i w latach 70. został skazany za brutalne zabójstwo starszej kobiety. W stanie wojennym w niewyjaśnionych okolicznościach uciekł za granicę, zmienił nazwisko i został... bankierem. W 1998 r. aresztował go Interpol.

Bankier odwiedza Ungiera

Ale sprawa Vogla trafia na szczyty władzy w Polsce. Już po trzech tygodniach bankier wyszedł z aresztu dzięki decyzji zastępcy ówczesnej minister sprawiedliwości Hanny Suchockiej. Zaraz potem ministerstwo z własnej inicjatywy wszczęło procedurę ułaskawienia.

O ułaskawieniu decyduje Prezydent RP. Gdy trwała procedura ułaskawieniowa, 15 września 1999 r. Vogel zjawił się w Pałacu Prezydenckim. Prokuratura, która badała sprawę, nie zdołała ustalić, co tam robił. Faktem jednak jest, że w księdze wejść podał, że wchodzi do ministra Marka Ungiera, szefa Kancelarii Prezydenta i najbardziej wpływowej osoby w otoczeniu Aleksandra Kwaśniewskiego.

"Peter Vogel był obecny w Pałacu Prezydenckim w dniu 15 września 1999 r. w godz. 10.00-11.05 w pokoju szefa gabinetu prezydenta RP" - potwierdziło nam biuro prasowe Kancelarii Prezydenta.

Według ustaleń prokuratury tego samego dnia miał spisać umowę z Jackiem Piechotą. Następnie Vogel poleciał do Zurychu. Miał ze sobą podpisaną umowę. Tam 21 września pod dokumentem podpisał się przełożony Vogla Wolfgang Langer.

Cztery miesiące później Kwaśniewski podpisał Voglowi akt łaski.

"Vogel u mnie? Nigdy się z nim nie spotkałem" - twierdził Ungier w rozmowie z DZIENNIKIEM.

Co na to bankier? "Peter Vogel ze względu na nadal toczące się postępowanie nie może rozmawiać z prasą" - oświadczył nam adwokat bankiera mec. Jerzy Jamka.

Co - poza datą i nazwiskiem Vogla - ma wspólnego konto na nazwisko Piechoty z wizytą bankiera w Pałacu Prezydenckim i jego ułaskawieniem? Śledczy z Katowic stawiali hipotezę: Piechota był łącznikiem Vogla z pałacem. Ale śledczy nie zdążyli rozwiązać tej zagadki. Musieli umorzyć postępowanie. Oznacza to, że katowicka prokuratura nie odpowie już na pytanie, czy za ułaskawieniem bankiera kryła się korupcja.

Na początku lipca 2009 r. od śledztw przeciwko Voglowi odsunięto głównego prokuratora - Adama Rocha. Mimo że rok temu zwrócił się on do szwajcarskiej prokuratury o sprawdzenie w banku Coutts, czy Vogel miał kopie oryginalnych dokumentów, Szwajcarzy jeszcze nie odpowiedzieli. Oficjalnie katowicka prokuratura nie chce rozmawiać o wynikach śledztwa.